Spis rzeczy

163.

Rozdział XIV.

Pogląd ogólny na ułożenie się stosunków.
na Stepach Czarnomorskich

Dwóch najstaszych synów Józefa Małachowskiego z drugiego mał­żeń­stwa z Zofją z Gryzów Morawskich, z mianowicie Eligjusz An­drzej 2-ga im. i Meliton, ożenili się z dwoma siostrami, hra­bian­ka­mi Pulcherją i Julją Ścibor-Marchockiemi h. Ostoja, córkami Ignacego hr. Ścibor-Marchockiego, pana na Minkowcach i Ruffi­polis i żony tegoż Ewy z Ruffich. Dzięki małżeństwu temu obaj bracia i ich potomkowie osiedli na 100 lat z górą na Stepach Czarnomorskich pod Odessą w Chersońszczyźnie.

Rodzina Ścibor-Marchockich [svg 994 x 1097 png], z którymi jeszcze kilka razy we­szli­śmy w związki rodzinne pochodzi z Krakowskiego, gdzie leży ich gniazdo rodzinne Marchocice (dziś Markocice). Są oni po­tom­ka­mi możnego rodu Ściborów h. Ostoja, stąd przydomek. Z czasem licznie rozrodzeni, rozbili się na kilka gałęzi, a których do dziś dnia istnieją tylko dwie, podolska (a raczej minkowiecka) i podlaska, tzw. linja Krzeska (wieś Krzesko leży w Siedleckiem). My jesteśmy spokrewnieni tylko z linją minkowiecką. Marchoccy, wybitne in­dy­wi­du­al­noś­ci, osiągali kilkakroć godności senatorskie w Polsce, a w końcu uzyskali tytuł hrabiowski w Rosji. Z linji min­ko­wiec­kiej, a może nawet wogóle ze wszystkich Marchockich był najwybitniejszym wspomniany już Ignacy, pan na Minkowcach.

Ignacy (a raczej Jerzy Ignacy 2-ga im.) syn Michała pod­cza­sze­go bra­cław­skie­go (zmarłego w 1760 r.) i drugiej tegoż żony Katarzyny z Michałowskich h. Trzaska, (córki Jana i Salomei z

 

Spis rzeczy

164.

Załuskich h. Junosza). Sam urodzony w 1756 r., małem dziec­kiem stracił ojca i był wychowywany przez stryja swego Wojciecha, kasztelana sanockiego. Ignacy odebrał bardzo staranne wy­cho­wa­nie. Będąc jednak wybitną indywidualnością nie mógł znieść niczyjej przewagi nad sobą - to też wnet opuścił dom stryja w Jarmolińcach - podobno z winy niechętnej mu stryjenki (Katarzyny z Leńkiewicz-Ippohorskich h. Kotwicz, 1-o v. Józefowej Ba­wo­rows­kiej). Długo tu­łał się Ignacy po świecie, służył jak wielu Polaków w owych czasach w armji pruskiej, gdzie uzyskał rangę oficerską, a potem służąc w Wojsku Koronnem doszedł do rangi majora. Mieszkając w Warszawie cierpiał niejednokrotnie niedostatek, będąc zbyt ambitnym, by się pierwszy zwrócić do stryja. Twarda szkoła życia wyszła mu jednak na dobre, wpłynęła dodatnio na jego charakter. W Warszawie poznał swą żonę Ewę z Ruffich, córkę dworzanina królewskiego Jana Au­gus­ty­na Ruffi´ego, z pochodzenia Wenecjanina, ożenionego z Polką Marją Jastrzębską h. Ślepowron. Po śmierci stryja odziedziczył pię­kny klucz Min­ko­wiec­ki, koło Uszycy na wschód od Kamieńca, który zamienił jeszcze kasztelan Wojciech za Jarmolińce. Klucz Min­ko­wiec­ki składał się z miasteczka Minkowce, oraz wsi Otroków, Tymkowa, Chapanówka, Kruszkowce, Zarzecza, Antonówka, Pobójna, Łysiec, Zagłośna, Myśliborz, Siworohy, Staryny, Katarynówka, Horodyszcze oraz założonych przez Ignacego Ostoja, Marchocińce, Ścibory i Przytulja, o ogólnym obszarze około 12.000 ha. Ponadto posiadał on wieś Sewerówkę w Mohilowskim. Był to więc duży obszar ziemi urodzajnej i położonej w przepięknej okolicy.

Ignacy Ścibor-Marchocki, mając teraz pole do działania wykazał swe zaprawdę

 

Spis rzeczy

165.

Redux nieprzeciętne zdolności. Sam przeszedłszy twardą szkołę życia nauczył się cenić pracę, ale też umiał wymagać i umiał wynagradzać. Majątki jego mogły się stać wzorem zarówno pod względem gospodarczym, jak i estetycznego wyglądu. Nie było piękniejszego miejsca na obszarze Minkowiec, któregoby nie wy­zys­ka­no. Najcelniejszemi jednak ozdobami stały się odnowiony przez niego zamek Otrokowski, ogrody w Przytulji, i letni pałacyk naz­wa­ny Belmontem. Sam wysoko wykształcony założył drukarnię w Minkowcach, która położyła ogromne zasługi w pierw­szej ćwierci ubiegłego wieku w rozwoju kultury polskiej w tych stronach. Wreszcie wydał prawdziwą „konstytucję”, dotyczącą jego poddanych i podległych mu obszarów, tchnącą naprawdę nie­prze­cięt­nym duchem. Wsławił się zaś wprowadzeniem w miejsce powinności poddańczych systemu czynszowego, a więc krok na owe czasy nie­by­wa­le postępowy. Z czasem zaoszczędziwszy znaczniejszą sumę dzięki swej doskonałej gospodarce kupił pod Odessą obszar przeszło 15.000 ha (14.000 dzie­się­cin ziemi1)), w dwóch kom­plek­sach: północnym nad Limanem Hadżybejskim, zwany pierwotnie Altestowa (gdyż pierwotnie jego właścicielem był Włoch Altesto, sekretarz carycy Katarzyny, wielce jej osobiście zasłużony), oraz południowym nad Limanem Dnie­stro­wym, złożonym z wsi i folwarków Karolina, Roxolana, Lubomiła, Baraboja i Skotopasy. Obszar północny obejmujący ok. 10.000 ha, został rozbity z cza­sem na wsie Wolanów, Palejowa i Wygoda. Obszar południowy obej­mu­ją­cy ok. 5.000 ha kupiony został podobno od ro­dzi­ny Bielajewych i Gribowych. Było to zresztą niezłychanie tanie kupno, gdyż ziemie stepowe


  1. 1 dziesięcina równa się prawie dwom morgom ziemi. Na miarę metryczną 1 dziesięcina = 1.09 hektara. Dziesięcina jest miarą ro­syj­ską, po rosyjsku „desatyna”.

 

Spis rzeczy

166.

wówczas i długie lata jeszcze były lek­ce­wa­żo­ne i kupowano i sprzedawano je za bezcen. Ignacy płacił podobno po dwa złote polskie za dziesięcinę1). Ziemie kupione przez Igna­ce­go było to jeszcze zupełne pustkowie; Ignacy mając dys­krec­jo­nal­ną włądzę wówczas jeszcze nad poddanymi, przesiedlał mniej pożądane elementa z Minkowiec na stepy, oraz sciągał nowych osadników zachęconych korzystnymi warunkami przez niego ofia­ro­wy­wa­ny­mi i w ten sposób zaludniał stepy. Obszar ten kupił Ignacy na imię swej żony (znając jego niesłychane poczucie spra­wied­li­woś­ci, należy przypuszczać, że musiała mu ona wnieść jakiś posag, który zabezpieczał jej w ten sposób), i nazwał go „Ruffi­po­lis”, od naz­wis­ka panieńskiego żony.

Żona jego Ewa z Ruffi´ch, wierna i dzielna towarzyszka jego życia umarła w Minkowcach w 1810 r.; matka jej Maria z Jas­trzęb­skich, mieszkając przy zięciu umarła tamże 11/6 1820 r.

Jak każdy człowiek, wybitna ta osobistość, jaką był Ignacy nie była bez wad, i te w końcu przyczyniły mu wiele nie­zas­łu­żo­nych zgryzot pod koniec życia. Przedewszystkiem będąc nie­sły­cha­nym indywidualistą, nie wahał sie dać odczuć swej wyższości innym. Okazywał nie­jed­no­krot­nie swe lekceważenie, nieraz zu­peł­nie słusz­nie na to zasługującym, lecz co było złem, w sposób bardzo bolesny dla dotkniętego. Ci ze swej strony starali się płacić mu pięknem za nadobne, a nie mogąc się rewanżować w ten sam sposób, podstawiali nogę Ingacemu, gdzie się tylko dało - i w


  1. Cena płacona przez Ignacego za ziemię stepowe jest bardzo rozmaicie przez różne wersje podawana. Jedne obniżają cenę kupna na 1 złoty polski, inne wersje podwyższają na 1 rubel za dziesięcinę, Wedle jednak nielicznych danych porównawczych, najprawdopodobniejszą jest cena 2 zło­te polskie za dziesięcinę.

 

Spis rzeczy

167.

końcu, po jego śmierci, doprowadzili do ruiny jego dzieci. Tak się rzecz podobno miała ze Stadnickimi, sąsiadami Minkowiec, głównymi wrogami Ignacego, którym przypadła w póź­niej­szych latach większa część klucza Minkowieckiego. Słuszność była podobno po stronie Ignacego i jego spadkobierców, podobno pozory tylko prawne za Stadnickimi. Jak to było dziś, nikt nie dojdzie, potomkowie jednak pana na Minkowcach czują żal do Stadnickich. Drugą wielką wadą Ignacego było zamiłowanie do gestu; w samej rzeczy nic złego - ale jak każda rzecz nie u­trzy­ma­na w mierze staje się złem, śmiesznością, wadą, lub dziwactwem - tak samo stało się i w tym wypadku. Ignacy posuwał gest swój do teatralności i dzięki temu przeszedł do tradycji tylko jako dziwak, oryginał - a o jego zasługach i zaletach zupełnie za­pom­nia­no. Rzecz zwykła u ludzi - że więcej ich interesują plotki, niż rzeczy istotne w człowieku. Ale nie trzeba zapominać, że wady Ignacego były niczem w porównaniu do jego zalet i zasług, i że każdy bez wyjątku człowiek ma grubo więcej i wiele znacznie gorszych wad. Lecz trudno; Ignacy ludziom się naraził, i ci spra­wied­li­wy­mi dla jego pamięci nie byli. Że gest swój posuwał do przesadnej teatralności - to fakt. Wystarczy przeczytać któ­ry­kol­wiek z jego życiorysów - nawet po odrzuceniu przesady, która mogła się zakraść do tych opisów, zostaje dość duża doza - wys­tar­cza­ją­ca, by słusznie nazwać go oryginałem, lecz oryginałem w wielkim stylu. Tem drażnił jeszcze bardziej ludzi z bliska na niego patrzących, a przeważnie mu niechętnych.

Zbyt mało miejsca nie pozwala mi się zająć obszerniej jego osobą. Istnieją zresztą dokładne jego biografje i szczerze polecam każdemu przeczytanie ich; czyta się je bowiem naprawdę z

 

Spis rzeczy

168.

ogromnym zainteresowaniem, stanowczo jednak polecam przeczytać dwie najważniejsze i najobszerniejsze biografje, by uzyskać obraz prawdziwy tej postaci. Temi godnemi polecenia pracami są: A) „Ignacy hr. Ścibor-Marchocki” opowiadanie Bo­ży­do­ra Szaszora1), praca umieszczona w „Przeglądzie Europejskim” rok 1. tom IV.; B) „Hrabia Redux” przez Dr. Antoniego J,; jest to pseu­do­nim znanego badacza i biografisty Rollego. Te dwa życiorysy pierwszy bardzo przychylny, choć nieścisły w pewnych szczegółach człowieka współczesnego, patrzącego się z boku na Ignacego Marchockiego, drugi obojętnego człowieka i bezstronnego badacza (niektórzy mu zarzucają nieprzychylność dla opisywanej oso­bis­toś­ci, czego ja stanowczo nie zauważyłem), badacza pa­trzą­ce­go z perspektywy kilkudziesięciu lat, dadzą wyczerpujący obraz.

Aby skończyć ze samym Ignacym znanym powszechnie pod imieniem „Reduxa” trzeba powiedzieć skąd ten przydomek. Otóż Ignacy, będąc komisarzem z ramienia rządu rosyjskiego musiał odstawić po 1812 r. transporty żywności dla armji rosyjskiej (był to obowiązek nakładany przymusowo na polskich ziemian); po powrocie z wyprawy nadał sam sobie tytuł „Dux et Redux”, który kazał sobie wpisywać w papiery urzędowe. Miało to oznaczać coś niby wódz i rewódz, wódz z powrotem wracający, wódz, który powrócił; jeszcze jeden dowód jego oryginalności nic


  1. „Bożydar Szaszor” jest pseudonimem krewnego sąsiadów Minkowiec Boguszów, ze Zwańczyka, u których, się wychowywał. Dom Boguszów na­le­żał do nielicznych do końca życzliwych panu na Min­kowcach.

 

Spis rzeczy

169.

nikomu zresztą nie szkodzącej, a niechętny, szukający słabych stron przeciwnika ośmieszał Reduxa w sposób dotkliwy.

Pod koniec życia interesa Reduxa zaplątały się bardzo. Czy to - jak to często bywa, że ludzie o szczęśliwej do interesów ręce na starość popełnią jakąś omyłkę, czy też, że został wciągnięty w podstępny sposób, ze złą wiarą, przez niegodnych ludzi w złe interesa - dość, że umierając w 1827 r. pozostawił dzieciom majątki piękne, lecz interesa zachwiane. Pozostawił zaś czworo dzieci, syna Karola, oraz córki Pulcherję, Emilję i Jul­ję;

  1. syn Karol, żonaty był 1-o voto z Boną Trzcińską; małżeństwo to, zawarte zostało wbrew woli ojca o co wynikły poważne scysje między Reduxem a Karolem. Małżeństwo z Trzcińską po­zos­ta­ło bezdzietne. Po jej śmierci ożenił się Karol z Ele­ono­rą Roguską h. Ostoja, córką Stanisława i Tekli z Sze­le­chows­kich. Z drugiego małżeństwa Karola wywodzą się współcześni nasi krewni - Marchoccy.
  2. z córką Pulcherją ożenił się Eligjusz Małachowski; z mał­żeń­stwa tego wywodzi się współczesna starsza gałąź naszej rodziny.
  3. Córka Emilja wyszła w 1819 r. zamąż za Rosjanina puł­kow­ni­ka Mikołaja Platona Ingistowa; do przyjęcia oświadczyn jego skłonił ją podobno zawód miłosny;
  4. z córką najmłodszą Julją ożenił się Meliton Małachowski; małżeństwo to dało początek młodszej gałezi naszej rodziny.

Ignacy Redux umierając pozostawił interesa swe jak wspom­nia­łem w dość zawikłanym stanie, a to dzięki niekorzystnym fazom pro­ce­sów, głównie zaś i przedewszyskiem ze Stadnickimi. Wedle jego ostatniej woli Minkowce miał odziedziczyć syn Karol, spłacając z nich siostry, które na poszczególnych folwarkach miały zahipotekowane swe sumy (m.i. Julja na

 

Spis rzeczy

170.

Pobójnej i Ostoji). Ziemie stepowe zaś, które były własnością ich matki Ewy z Ruffi´ch miały iść do równego podziału między siostry a brata, to znaczy, że na głowę miało wypaść po mniej więcej 3.500 dziesięcin ziemi (z górą 3.800 ha). Ponadto Emilja dostawała wieś Sewerówkę w Mohilowskiem. Każde z jego dzieci miało iść dobrze zaopatrzone w świat. Losy chciały inaczej.

Pretensja Stadnickich opierała się na podobno niezpłaconej a należnej im jeszcze od poprzednich właścicieli Minkowiec sumie, która podobno miała być na tym kluczu zabezpieczona. Brak do­ku­men­tów nie pozwala stwierdzić z całą pewnością, czy Stadniccy byli faktycznie jeszcze nie spłaceni, czy też jak to twierdzą nie­któ­rzy, słuszności nie mieli. Cały ciężar procesu spadł na Karola Marchockiego jako posiedziciela Minkowiec, z którym Stad­nic­ki proces wygrał. Karol zaś nie rozporządzał tak znaczną gotówką, jaka potrzebna była do spłaty Stadnickich, więc rzecz jasna, że sąd zasekwestrował znaczną, nawet większą część Min­ko­wiec, a Stadniccy tytułem wygranego procesu zagarnęli za­tra­do­wa­ne ziemie. Powtarzam że zagarnęli za prawomocnym wyrokiem - w danym wypadku dziś już obojętne, czy opartym na słusznej podstawie, czy też na krzywdzie dzieci Reduxa. Ja stwierdzam tylko fakt straty znacznej części Minkowiec.

Z drugiej strony Karol Marchocki naraził się rządowi rosyjskiemu, który - podobno na podstawie nieprawdziwej de­nun­cja­cji - internował go kilkarotnie, a resztki majątku mu skon­fis­ko­wał, korzystając, że pozbywa się jednego z możniejszych Polaków w prowincjach zabranych. Rzecz jasna, że w tych warunkach Karol Marchocki nie mógł spłacić siostrom należnych im sum

 

Spis rzeczy

171.

z Minkowiec i nie spłacił. Minkowce dla spadkobierców Reduxa przepadły.

Nieszczęście chce, że rząd carski chwycił się prawa ro­syj­skie­go (wówczas jeszcze w prowincjach zabranych nie obo­wią­zu­ją­ce­go, lecz jedynie w rdzennej Rosji), które przysądzało każdej z córek po 1/14 spadku po rodzicach i położył rękę na ziemach stepowych. Za jednym zamachem uległy konfiskacie ziemie i Małachowskich i Ingistowów, którym pozostawiono jedynie po 1.000 dziesięcin ziemi jako 1/14 spadku po matce, resztę zaś skonfiskowano jako majątek Karola, który rządowi się naraził.

Jak mówiłem obszar ziem zakupionych na stepach przez Reduxa wynosił około 14.000 dziesięcin ziemi w dwóch kompleksach pół­noc­nym nad Limanem Hadżybejskim i południowym na klinie między Limanem Dniestrowym a morzem. Przy wszystkich perypetjach min­ko­wiec­kich działu między dziećmi Reduxa nie przeprowadzono. Pro­wi­zo­rycz­na zaś sytuacja na stepach w momencie konfiskaty ziem była następująca:

Od czasu małżeństwa Eligjusza Małachowskiego z Pulcherją Reduxówną tj. od 1811 r. Eligjuszostwo administrowali z ramienia Reduxa ziemiami stepowymi, zamieszkując w Wo­la­no­wie w obszarze północnym; po małżeństwie zaś Emilji i Mikołaja Ingistowa, to ostatnie małżeństwo osiedliło się w południowym obszarze, którym zaczęli zarządzać. Gdy zaś Eligjusz umarł w r. 1829, zarząd obszaru północnego objęła energiczna i zdolna Pulcherja i miała go w swem ręku, aż do ostatecznego uregulowania spraw stepowych. Melitonostwo Małachowscy mieszkali jak już wspomniano przez pierwszych lat kilkanaście pod zaborem austr.

 

Spis rzeczy

172.

a na stepy sprowadzili się dopiero około 1839 r.; jako siedzibę obrali sobie wieś Palejową na obszarze północnym w sąsiedztwie Wolanowa.

Gdy rząd carski zwrócił uwagę na ziemie stepowe i zagarnął je prawie z całości, siostry Karola Marchockiego znalazły się w bardzo poważnem położeniu. Na szczęście znalazł się człowiek, który potrafił zagrożoną pozycję choć w części ocalić. Był nim Ignacy syn Eligjusza, który mimo młodego wieku potrafił znaleść wyjście ze sytuacji, a było niem odstąpienie rządowi carskiemu chłopów poddanych wzamian za ziemię. Przy poparciu Poniatowskich oraz Ingistowa, który jako Rosjanin i pułkownik armji carskiej miał duże stosunki, sprawę udało się prze­pro­wa­dzić; rokowania i targi toczyły się dłuższy czas już nie o zasadę, lecz o ilość ziemi, jaką miały dostać siostry za chłopów i o.... wysokość łapówki urzędnikom, którzy tę sprawę mieli w swem ręku. Ostatecznie obu siostrom zamężnym za Małachowskimi dodano po 1.800 dziesięcin ziemi do pierwotnych okrojonych 1.000 dzie­się­cin tak, że ostatecznie wybrnęły one z obszarem po 2.800 dzie­się­cin ziemi każda, Pulcheria około wsi Wolanów, Julja koło wsi Palejowa; obszary te graniczyły zresztą ze sobą bezpośrednio. Jak osta­tecz­nie załatwili sprawę Ingistowowie - nie wiem.

Wyzbycie się poddanych nie było jednak krokiem, który by mógł prowadzić do braku sił roboczych na folwarku; była to epoka zaczynającego się silnego rozwoju ekonomicznego tej okolicy,tak, że odrazu na ich miejsce przyszli nowi włościanie już na podstawie systemu czynszowego w stosunku do właściciela. Pozatem pierwotne gos­po­dar­stwo pod Odessą do lat około 1880 r. było głównie i nawet niemal zupełnie hodowlane, a nie rolne.

 

Spis rzeczy

173.

Do tych lat produkcja zbożowa ograniczała się w tych stronach do potrzeb własnych; dopiero w ostaniej ćwierci ubiegłego stulecia tamte okolice przeszły na gospodarkę rolną.

Zamiany chłopów na ziemię nie należy traktować jako handlu ludźmi. Był to jeden ze sposobów uwłaszczenia włościan w Rosji, który praktykował rząd carski, chętnie zabierając poddanych od ziemian i osiedlając ich na pustych ziemiach rządowych, jak to miało miejsce w wyżej omawianym wypadku.


Przy wykrawaniu im ziemi w układzie z rządem rosyjskim popełnili już sami Małachowscy wielki błąd. Mianowicie za­trzy­ma­li oni obszary otaczające pobudowane już folwarki Palejową i Wolanów. Trzeba zaś wiedzieć, że na Chersońszczyźnie procent nieużytków jest stosukowo niewspółmiernie większy niż w innych krajach rolniczych. Do nieużytków tych należą przedewszystkiem limany to jest słone jeziora i wyschnięte ich zalewy, oraz stoki kamienisto-gliniaste jarów, coraz większych i głębszych, im bliżej ku li­ma­nom, jako najniżej położonym punktom okolicy. Otóż w czasach, gdy Małachowscy targowali się z rządem o ziemię nie zwracano jeszcze uwagi na jej jakość, która przy gospodarstwie hodowlanem nie odgrywała niemal żadnej roli. Obszar północny ziem stepowych, niegdyś do Reduxa należących, czyli tak zwana Altestowa, nie miał większego procentu nieużytków niż inne majątki. Lecz gdy obu Reduxównom wykrawano ziemię, po owych 2.800 dziesięcin, na ich życzenie wykrojono im je przy Palejowej i Wolanowie, które leżały blisko limanu, a wyż stepowy tak zwaną wieś Wygodę, na której pozostały niemal same ziemie orne bez nieużytków zabrał rząd, wskutek tego na

 

Spis rzeczy

174.

obszarze pozostawionym siostrom wzrósł ogromnie procent nie­u­żyt­ków, co obniżyło, jednak później dopiero, znacznie wartość tych majątków. Stało się to przy przejściu do gospodarstwa rolnego. Odsetek ten wynosił na obu majątkach Palejowej i Wolanowie przeszło 18%; na 5.600 dziesięcin ziemi było tam 1.000 dzie­się­cin nieużytków, a 4.600 ziemi ornej. Takiego procentu nieużytków nie miał żaden z majątków Małachowskich na stepach. Jeden tylko - później kupiona Elisawetka - miał procent nieużytków jeszcze większy niż pierwotne Palejowa i Wolanów, do których zresztą przylegał.


Małachowscy trafili pod Odessą na okres silnego rozwoju ekonomicznego tej okolicy; przez to też stosuki ich materjalne rozwinęły się w krótkim czasie w sposób naprawdę kwitnący. Dzięki swej ciężkiej pracy, którą można porównać jedynie z pracą kolonizatorów na stepach Argentyny lub innych zupełnie jeszcze nieucywilizowanych krajów, rozpoczynając od lepiankowych dworów i niedużego jak na tamtejsze stosunki obszaru, doprowadzili dzia­do­wie nasi do tego, że byli jedną z najzamożniejszych rodzin na Chersońszczyźnie.

Ziemie, w które rodzina nasza włożyła sto lat z górą owocnej i wytężonej pracy, tak zwane niegdyś przed rozbiorami „Dzikie Pola”, czyli Stepy Czarnomorskie mają swój specyficzny charakter tak klimatyczny, jak krajobrazowo zupełnie odrębny i niepodobny do po­blis­kie­go Podola, a nawet i Ukrainy; klimat surowy, kon­ty­nen­tal­ny, a przedewszystkiem nieobliczalny, z którym walka jest niemal beznadziejną, gnębi rolników niwecząc nierzadko zupełnie wszelkie

 

Spis rzeczy

175.

plony przez kilka lat z rzędu, by niespodziewanie w odpowiedniej porze zrosiwszy dżdżem tłustą i niemal dziewiczą ziemię dać iście „egipski” urodzaj, pokrywający z naddatkiem szereg lat chudych, ba, nawet klęskowych.

Bez usilnej oszczędności, bez odmawiania sobie wszelkich wygód, bez rachunkowości i bez niesłychanie wytężonej pracy w po­rach zasiewów i żniw - pracy, o której ludzie na zachodzie po­ję­cia nie mają - o gospodarowaniu tam nawet w ostatnich czasach mowy być nie mogło. Dodajmy do tego że nawet w ostatnich czasach w dwu­dzies­tem stuleciu jeszcze ta „ziemia obiecana” nigdy rajem nie była, a w pierwszej ćwierci XIX w. kraina ta była niemal pustynią, w której wszystko trzeba było stwarzać własną pracą, prze­myśl­noś­cią i rozumem, przy zupełnej abnegacji z wszelkich wygód, do których dziadowie nasi przenosząc się tam ze swemi żonami byli za młodu przyzwyczajeni, żyjąc przedtem w spo­łe­czeń­stwie cy­wi­li­zo­wa­nem, a nawet i wykwintnem. Toż trzeba było za­czy­nać od domów mieszkalnych, bo na obszarze ich ziem istniał zaledwie jeden domek - willa w Wolanowie budowany przez Altesta jeszcze. Przeto tem większą cześć i szacunek dla naszych dzia­dów, pierwszych niemal pionierów cywilizacji na dalekich tych kresach mieć musimy, iż przełamawszy pierwsze trudności osad­nic­twa, przełamawszy ma­ter­jal­ne zachwianie się spowodowane kon­fis­ka­tą części majątków do ich żon należących, usilną pracą i oszczędnością byt swój materjalny na tak silnych podstawach oparli, iż każde z ich nietylko dzieci, lecz i licznych wnuków uważać się mógł przed wybuchem wojny światowej za człowieka zamożnego.

Krajobrazowo step czarnomorski jest równiną wzniesioną kikadziesiąt metrów nad

 

Spis rzeczy

176.

poziom morza, łagodnie i zupełnie nieznacznie podnoszącą się ku wyżynie Podola i ku Ukrainie, aż do wysokości paruset metrów nad poziom morza. Równinę tę prze­o­ry­wu­je szereg potężnych jarów-dolin o zasadniczym kierunku pół­no­cno-południowym, z lekkiem i coraz to zwiększającem się od­chy­le­niem ich początków ku zachodowi. Główne jary mają sieć rozgałęzień o takichże samych przeważnie kierunkach. Stoki ich im bliżej ujścia do morza, stają się coraz bardziej strome, przechodząc nierzadko w gliniaste przepaście (obrywy). Cha­rak­te­rys­tycz­ną cechą tej krainy jest, że obcy wędrownik, znaj­du­ją­cy się na wyżu - równinie, może się zupełnie nie domyślać istnienia w pobliżu głębokiego jaru z kwitnącemi sadybami, podczas gdy oko jego nie ma poprostu na czem spocząć. Niemal do końca prawie XIX w. wszelkie osady zakładano jedynie w głębi jarów, ze względu na bliskość wody gruntowej względnie zaskórnej i do­pie­ro w ostat­nich latach, gdy zdobycze techniczne pozwalały na kopania, wzglę­dnie wiercenia głębokie, tu i ówdzie zaczęły się siedziby ludz­kie wychylać z jarów, także i na wyżynę.

Opady atmosferyczne są tam bardzo skąpe, i z tego powodu dna jarów poczynających się w promieniu kilkuset kilometrów do brzegu morza są normalnie suche, a ich „rzeczki” są okresowe, zjawiają się tylko po roztopach wiosennych lub czasem je­sien­nych, lub chwilowo z nawałnic letnich. Stale wody swe toczą jedynie rzeki, poczynające się w głębi lądu, Dniestr, Boh, Inguł, Dniepr. Wielkie jary (główne) doczchodzące do morza, o rzeczkach okresowych, kończą się w zasasadzie zamkniętymi złonemi jeziorami, o zwier­ciad­le wód niższem od poziomu morza od którego są oddzielone wązkimi piaszczystemi mierzejami tzw. „pe­re­sy­pa­mi”. Jeziora te zwą tam

 

Spis rzeczy

177.

„limanami”, podobnie jak otwarte ku morzu limany rzek stałych. Słoność wód jezior zamkniętych - limanów - jest bardzo wielka, w okresach lat posusznych, do­cho­dzą­ca do maximum, przy którem sól na dnie i brzegach wysch­nię­tych sama się wykrystalizowuje. Wahania stanu ich wód są olbrzymie; w latach deszczowych powodują rozległe zalewy, po których w miarę ich cofania się pozostają słone bagna, stopniowo wysychające, na których pojawia się z czasem skąpa roślinność słonorośli („sołońców”) zupełnie bezużytecznych, by po szeregu lat znów ulec zalewowi. Grunta te nie mają wskutek tego żadnej wartości, natomiast właściwe limany eksploatowane przez to­wa­rzys­twa solne dawały zawsze właścicielom nadbrzeżnym pewne di­wi­den­dy.

Jedną z większych tamtejszych trosk, była zawsze troska o wodę, gdyż studzienna jest tam wszędzie niesłychanie twarda, dla nieprzyzwyczajonych do niej niesmaczna, o słonawo-gorzkawym po­sma­ku i niezbyt obfita. Ziemianie budowali więc w wielkiej ilości groble w poprzek dna jarów dla zatrzymania wody wpływającej z rzadkich opadów atmosferycznych. „Stawy” takie bywały nieraz dziesiątki lat suche, aby często po jednej ulewie przepełnić się, - na kilkuletnie istnienie. Budowano również doły betonowane (cysterny) dla łapania wody deszczowej z dachu zabudowań itp.

Normalne lato tamtejsze jest okresem zupełnych posuch, trwających zwykle od połowy lub końca maja, do późnej nieraz jesieni z rzadkiemi w tym czasie gwałtownemi i zupełnie lokalnemi ulewami lub gradami o iście tropikalnem nasileniu; na przestrzeni kilku km2 jednorazowy opad atmosferyczny jest tak obfity, iż wystarczyłby dla dostatecznego naroszenia paruset km2.

 

Spis rzeczy

178.

Wyschnięta zaskorupiała gleba nie jest w stanie pochłonąć tej masy wód, które gwałtownie spływają do najbliższych jarów pogłębiają je, rwąc i niszcząc ich stoki. Liczne pobudowane groble w jarach zatrzymywały te nadmiary wód, niejednokrotnie nie wytrzymując zresztą ich naporu. Wśród tych nie­rów­no­mier­nych opadów, a miesiącami całymi w lecie trwających posuch, wszelka roślinność tam obumierała, by aż w jesieni odżyć na nowo. Pierwotna, na którą składały się bujne trawy i chwasty (burzany) stepowe zatrzymując w swem gąszczu śnieg zimowy, gniła masami przez długie epoki geologiczne, utworzywszy na lessach warstwę czarnoziemu urodzajnego o rzadko gdzieindziej spotykanej grubości, przedewszystkim jednak na stepowej wyżynie, która z czasem stała się nieocenionym gruntem ornym, Po wzięciu pod uprawę stepu (początkowo musiano wypalać całe połacie dla uzyskania dostępu dla pługa), warunki wilgotności potrzebnej dla wegetacji roślinności znacznie się pogorszyły, gdyż śniegi pędzone wichrami zimowymi nie zdajdując oporu nie zatrzymywały się na stepie, wypełniając niejednokrotnie jary i rozpadliny o stromszych stokach po brzegi. Zdarzały się niejednokrotnie wypadki, iż zabłąkany wędrowiec, wstąpiwszy na taki zasypany sniegiem jar ginął w jego głębi. Zima tam znacznie krótsza, aniżeli w środkowej Europie, z powodu znacznego wysunięcia tej krainy ku południowi (szerokośc geograficzna odpowiada mniej więcej szerokości Triestu); zima ta jednakże o kontynentalnych cechach to znaczy surowa z dużymi mrozami, a nierzadko z gołoledziami i zamieciami śnieżnemi o nieznanem za zachodzie nasileniu.

 

Spis rzeczy

179.

Wśród takiej zamieci zabłąkany wędrowiec by ratować swe życie podpalał niejednokrotnie cudzą stertę siana lub słomy ustawioną na stepie, by dać o sobie znak wzywający ratunku.

W tych warunkach klimatycznych okolice te w promieniu paruset kilometrów od brzegu morza były zupełnie bezdrzewne, zaledwie po jarach i obrywach tuliły się tu i ówdzie karłowate drzewiny. Ambicją naszych ziemian było na przekór klimatowi wyhodować tam sady i ogrody, co pierwszym naszym emigrantom nie najgorzej się już udawało. Drzewa wymagały specjalnej pieczołowitości i różnych sposobów, celem przedłużania zimowej wilgotności ziemi, nad czem nie sposób się tu rozwodzić. W warunkach takich o wyhodowaniu lasów dochodowych mowy być nie mogło, zależało tu więcej na ocienianiu swych dworów i na własnej przyjemności posiadania w tem pustkowiu nieco zieloności przez całe lato. Chociaż więc wiek życia drzew był znacznie krótszym i dorastały one zaledwie połowy swej normalnej wielkości na zachodzie, parki przy dworach robiły wrażenie oaz wśród pustyni, a niektóre z nich były naprawdę obszerne, bo dochodzące kilkudziecięciu hektarów obszaru, i u­względ­nia­jąc oczywiście tamtejsze możliwości - bardzo piękne. Drzewa owocowe natomiast, pomimo, iż wymagały również nieznanej gdzieindziej pieczołowitości, rentowały się znakomicie (szcze­gól­niej morele) dając w gorącem tamtejszem i pogodnem lecie zbiory wczesne owoców niesłychanej słodyczy i aromatu. Specjalnie udawała się tam winna latorośl; można powiedzieć, że przyszłość tamtejszych okolic leżała w hodowli wina. Sady i winnice, to wynik pracy naszych ziemian; do najpiękniejszych rezultatów pod tym względem doszli Edward syn Melitona i syn Edwarda Stanisław w Broszkówce, gdzie

 

Spis rzeczy

180.

wyhodowali nawet „curiosum” na tamtejsze stosunki - ładny szmat lasu. Co prawda, majątek ten leżał poza najgorszym klimatycznym pasem, był bowiem dość znacznie wysunięty na północ. Chłopi w takie rzeczy zupełnie się nie bawili, owszem po wybuchu rewolucji w krótkim czasie istniejące sady i winnice doszczętnie zniszczyli i powycinali; natomiast koloniści obcych narodowości winnic plantowali dużo; najsłynnieszą była olbrzymia winnica przy kolonji Szaba nad limanem Dniestrowym, na prawym już jego brzegu, w Besarabji, koło Akermanu. Pozatem dobrze się udawały na stepach melony, kawony (arbuzy) i kukurydza, natomiast rośliny okopowe i koniczyny zupełnie nie - chyba na sztucznie podlewanych terenach przy stawach lub na Peresypie koło Odessy, irygowanym kanałami miejskimi.

W tamtejszych warunkach klimatycznych stodół tam nie znano, a młoćby dokonywano zawsze bezpośrednio po żniwach w okresie letnich posuch, uniemożliwiających jakiekolwiek inne roboty.

Robocizna i jej wynagrodzenie początkowo była przeważnie w naturze, przyczem oddawało się robotnikom zwykle część plonów (np. pracowali ludzie za drugą, trzecią czy czwartą kopicę siana czy zboża, zależnie od jego gatunku i podaży pracy). Stopniowo zastępowano to wynagrodzenie pieniężnem z równoczesnym jednakże całodziennym utrzymaniem robotnika, a to ze względu na wielkie odległości miejsc pracy od dworów i gwałtowne zawsze i pilne roboty, wśród których niemożliwemi były wędrówki do odległych domów, które przerywałyby na wiele godzin pracę. Kuchnię polową zakładało się najczęściej w miejcu, gdzie praca głównie była skupioną, lub dla mniejszych partji osobno pracujących wikt dowodziło się na miejsce.

 

Spis rzeczy

181.

Beczki z wodą do picia były cały dzień w ruchu, do czego zawsze część sprzężaji była od­ko­men­de­ro­wy­wa­na. Przy wymaganiach pracy intenzywnej, wikt, dostarczany przez dwór, bywał znakomitym, silnie maszczonym, z mięsem na główny posiłek, w przeciwnym wypadku wogóle robotnik się wynosił, i szedł tam, gdzie mu lepiej jeść dawano; prócz tego sama zapłata pieniężna była kilkakroć razy wyższa (nie­jed­no­krot­nie w czasie żniw 5-10 razy wyższą), aniżeli równocześnie na przykład w dawnem Królstwie Polskiem. Wymagania wydajności pracy były jednak takie, o jakich robotnik tutejszy niema wogóle pojęcia: z ludzi, którzy stąd szli tam na zarobki sezonowe, mało który do tego się nagiąć potrafił, i albo sam porzucał robotę po paru dniach próby - albo dwór go musiał wydalić. Gospodarstwo więc rolne pracowało tam w zupełnie innych warunkach i wymagało do ziemianina pracy na prawdę cieżkiej.

Co trzeba natomiast jeszcze bezwzględnie podnieść w dzia­łal­noś­ci członków naszej rodziny na stepach, i co ich zasadniczo różniło od typu przeciętnego ziemianina polskiego, to to, że nie uważali ziemi za jedyny godny ich pochodzenia warsztat pracy. Zajmowali się oni również handlem i przemysłem, jak na praw­dzi­wych pionierów cywilizacji przystało, w czasach, gdy przeciętny ziemianin polski uważał kupca lub przemysłowca za istotę niższą. Dziadowie nasi posiadali znaczne i dużymi kapitałami obracające kantory zbożowe, w których nie wstydzili się sami pracować, otwierali sklepy z produktami wiejskimi, (rzecz, którą dopiero współcześnie zaczynają ziemianie praktykować), nie wstydzili się sami jeździć z transportami zwierząt swego chowu w pociągach towarowych na targi wiedeńskie czy paryskie - bo uważali, że pańskie oko

 

Spis rzeczy

182.

konia tuczy. Otwierali oni cegielnie, kamieniołomy i wapienniki, młyny motorowe (powodowani wprawdzie koniecznością z powodu braku stałych wód płynących, lecz w czasach owych w Polsce właściwej nie wiedziano jak wogóle młyn parowy wygląda). Usiłowali nawet budować fabryki - przę­dzal­nie. Działalność ich można nazwać naprawdę wszechstronną.

Jak cała tamtejsza cywilizacja, tak i stolica tych stron Odessa była również młodem miastem. Założył ją na miejscu starej tatarskiej osady Hadżybej, emigrant francuski Richelieu w r. 1794. Richelieu w służbie rosyjskiej doszedł do wysokiej godności, a w czasie owym był zdaje się gubernatorem południowej Rosji. Pomimo polotu zwierzchniego rosyjskiego, Odessa była zawsze miastem nawpół kosmopolitycznem, a do połowy przeszło ubiegłego wieku nawpół polskiem; do ostanich nawet czasów po olbrzymim rozroście tego miasta Polacy stanowili tam zawsze znaczny odsetek, licząc kilkadziesią tysięcy na mniej więcej pół miljona mieszkańców, które Odessa przed wojną liczyła; Polacy ci znajdowali się wśród wszystkich warst społecznych od najwyższych do najniższych. W pierwszych latach swego istnienia Odessa była to raczej olbrzymia wieś lepianek; szybko jednak przybierała postać nowoczesnego miasta, dzięki ogromnemu portowi, do którego kierował się handel zbożem i bydłem z całej południowej Rosji. Zupełne zmodernizowanie Odessy nastąpiło jednak dopiero około r. 1870, po połączeniu jej koleją żelazną ze światem. Kolej ta Odessa - Kijów z odgałęzieniem ze Źmierzyki (Żmerynki) do za­bo­ru austrjackiego i odgałęzieniami na Besarabję była przez długie lata jedyną w tej okolicy. Trasę jej Odessa-

 

Spis rzeczy

183.

Podwołoczyska poprowadzono prastarym szlakiem ta­tar­skim. Nowe koleje koło Odessy powstały dopiero w ostatnich 15 latach. Przed samą wojną zbudowano kolej wprost na północ przez Berezówkę (Broszkówkę), oraz już czysto wojenną kolej wzdłuż morza do Besarabji (przez Akerman do Reni) przerzucając ją przez mierzeję Limanu Dniestrowego. Kanalizację i wodociągi (wodę ciągnieto z Diestru kilkadziesiąt kilometrów), otrzymała Odessa dopiero po r. 1860; do owego czasu istniała tam instytucja „woziwodów”, sprzedających wodę cysternianą wiadrami domom, które własnych cystern nie posiadały. Handel zbożem kon­cen­tru­ją­cy się w Odessie upadł znacznie pod koniec XIX w. po skierowaniu jego ruchu do portów bałtyckich; równocześnie jednak rozpoczęło się silne uprzemysłowienie miasta, oraz zbudowano tu olbrzymi port naftowy; budowano go zaś w znacznej jego części z kamienia dostarczonego z kamieniołomów Edwarda Małachowskiego z Wap­niar­ki.

Kolonizacja stepów szła kilkoma drogami.

Kolonizacja ziemiańska zaczęła się od obdarowywania zasłużonych rządowi carskiemu dygnitarzy tamtejszemi ziemiami, lub odsprzedawania przez rząd bezpańskich gruntów chętnym osiedlania się tam. Pierwotne ceny pozornie niskie „za bezcen” nie były nimi jednakże, zważywszy, że od najbliższych wówczas zamieszkałych okolic tj. Podola i Ukrainy dzieliła tę okolicę pustynia stepowa kilkuset kilometrów i że na ziemi tej trzeba było wszystko stwarzać z niczego. To też ci pierwsi obdarowywani czy ryzykanci udawali tylko niejednokrotnie osiedlenie się tu, a starali się jak najrychlej, z zarobkiem, otrzymane obszary odsprzedać. Fala polska, która tu przybywać zaczęła z początkiem XIX w., odkupowywała tę ziemię już przeważnie z drugich rąk

 

Spis rzeczy

184.

jak na przykład Redux Marchocki, Józef Poniatowski (syn Anny z Ma­ła­chow­skich a wnuk Łukasza Małachowskiego) i inni.

Tak zwanych chłopów „poddanych” było tu stosunkowo nie wiele, nielicznie sprowadzanych z dawnych przeludnionych dziedzin no­wo­na­byw­ców, lub częściowo i wyjątkowo „zsyłanych” tu za jakieś prze­stęp­stwa (jak to np. czynił Redux); ziemianie osiedlali tu włościan odrazu przeważnie systemem czynszowym, zwanym na stepach „mieszczańskim” („mieszka” w zbudowanej przez dwór chałupie, którą dzierżawi wraz z kawałkiem pola, więc stąd „mieszczanin”). Pomijając sprawę wymiany poddanych za skonfiskowaną im ziemię, Małachowscy kupując później nowe majątki przed datą urzędowego uwłaszczenia chłopów, o ile tu i ówdzie sporadycznie napotkali jakich przy nich poddanych, regulowali tę sprawę samorzutnie, odrazu uwłaszczając ich i osiedlając ich o ile możności zdala od dworów, a nowych chłopów osadzając ewentualnie na prawach czynszowniczych („miesz­czań­skich”).

Kolonizacja drobna szła przeważnie z inicjatywy rządowej. Rzecz jasna, że przeważali Rusini tzw. dziś Ukraińcy, jednakoż ludność tych okolic śmiało można nazwać mieszaną. Rząd carski sprowadzał kolonistów różnej narodowości, przedewszystkiem zaś napłynęła wówczas olbrzymia fala Niemców z Bawarji i Alzacji. Stąd też olbrzymia ilość kolonji niemieckich ciągnących się nieprzerwanym niemal pasem kilkudziesięciu kilometrów wzdłuż Morza Czarnego na Chersońszczyźnie. Stąd też ogromna ilość w tamtych stronach niemieckich nazw wsi i miasteczek. Niemcy ci mieli niesłychane przywileje, jak zwolnienie w paru pokoleniech od

 

Spis rzeczy

185.

służby wojskowej, zwolnienie przez kilkadziesiąt lat od po­dat­ków, prawo urzymywania własnych szkół, kościołów i księży; (Niemcy ci byli niemal wyłącznie katolikami). Wkutek tego plebs zachował do ostatnich czasów w swych enklawach swą mowę i religję, (mowę zresztą bardzo skażoną), natomiast wzbogacone jednostki w drugiem, najdalej w trzeciem pokoleniu ulegały rusyfikacji. Obok Niemców bardzo liczne były kolonje słowiańskie Serbów i Bułgarów (stąd też nazwy wsi „Serbki” i „Bułgarki” licznie rozrzuconych). Słowianie ci jako prawosławni, jak również chłopi wyznania grecko-katolickiego, lub takiegoż wyznania szlachta zaściankowa ze wschodnich kresów polskich, najdalej w trzeciem pokoleniu zruszczyli się a raczej „zukrainizowali się” podług obecnej nomenklatury. Potomków tej szlachty zaściankowej w każdej wsi było bardzo wiele, którzy niejednokrotnie zachowali niejasną tradycję swego pochodzenia; często się spotykało wśród chłopów tamtejszych nazwiska jak Zakrzewski, Borkowski etc., a więc o czysto polskim brzmieniu, a których właściciele po polsku nic nie umieli.

Z tego, co wyżej powiedziano o kolonizacji wynika, że sty­ka­ły się na Chersońszczyźnie narodowości różne. Bezwzględną większość mieli Rusini (Ukraińcy) prawosławni. Po nich naj­sil­niej­sze­mi liczebnie byli Niemcy katolicy. Obok tych narodowości Rosjanie, Grecy, Rumuni, Bułgarzy, Serbowie, a nawet pojedynczy Fracuzi, Włosi i Anglicy, no i rzecz jasna ogromnie silna liczebnie miejszość - Polacy. Ci ostatni skupiali się głównie w licznych polskich dworach, zarówno wśród właścicieli jak i służ­by; naj­licz­niej­sza naturalnie kolonja polska była w Odessie. Tam były ogromne kościoły katolickie, a ze względu na to że wśród katolików odeskich ogromną

 

Spis rzeczy

186.

większość stanowili Polacy, było tam zawsze kilku, z nawet kilkunastu księży Polaków. Na­to­miast dwory przydzielano do parafji niemieckich, najbliższych odległością. Te czasem, lecz bardzo rzadko miewały księży Polaków i wówczas naprawdę jakąś korzyść się z nich miało. Przeważnie jednak bywali to Niemcy tak, że stosunki religijne ograniczać się tu musiały do udzielania przez nich jedynie najkonieczniejszych posług religijnych, jak ślubów, chrztów i pogrzebów. Bliżej więc Odessy położone dwory zwalniały co jakiś czas kolejno swą służbę katolicką dla udania się do miasta celem spełnienia obowiązków religijnych; dalej położone majątki sprowadzały kilka razy do roku księdza z Odessy, urządzały ołtarz w jednym w większych pokoji, a ksiądz pozostawał zwykle przez 2 dni odprawiając na miejscu nabożeństwa i spowiadając i komunikując miejscowych katolików. Zawiadamiało się o tem oczy­wiś­cie najbliższe sąsiedztwo, które swoich ludzi również przysyłało. W takich wypadkach można było zauważyć cha­rak­te­rystycz­ne zachowanie się niektórych ludzi, którzy według praw rosyjskich na skutek małżeństwa mieszanego (katolik z prawosławną wzgl. naodwrót), musieli się sprawosławić; przychodzili oni na mszę św. katolicką i modlili się żarliwie - prócz przy­stę­po­wa­nia oczywiście do Sakramentów. Gdyby więc nie ich obawa przed represjami rządowemi, sądzę, że nietrudno było tych ludzi dla katolicyzmu uratować.

Wielkie tamtejsze odległości i zupełna niemożliwość ko­mu­ni­kacji w pewnych porach roku zmusiły miejscową ludność do zakładanie cmentarzy przy swoich wsiach. Łatwiej było na miejce popa sprowadzić, niż z całym konduktem w czasie najgorętszych robót udawać się do

 

Spis rzeczy

187.

cerkwi, nieraz kilkanaście kilometrów od­leg­łej, nie mówiąc już o niemożliwości tego wśród zamieci śnieżnych, wśród gołoledzi, wśród roztopów wiosennych, hamujących w tłustej ziemi ruch wszelki. W takich wypadkach chowano nawet nie­bosz­czy­ków bez asysty duchowej, a popa sprowadzano nieraz znacznie później dla dodatkowego odprawienia ceremonji nad grobem. Wśród tych warunków nawet zupełnie małe wioski czy chutory złożone zaledwie z paru chałup miewały swoje własne cmentarzyki.

Mówiąc ogólnikowo o wszystkich tamtejszych narodowościach i religjach nie wspom­nie­liś­my jeszcze o Żydach. Jak wszędzie ruch­li­wi i przedsiębiorczy grali wielką rolę w odeskich stosunkach handlowo pieniężnych. Wielką rolę, lecz nie wyłączną niemal jak to się działo i dzieje w Polsce. Niesłychanie silna konkurencja wszystkich tamtejszych narodowości (np. tacy Grecy przewyższają nawet Żydów w zdolnościach handlowych), wysokie wymagania kli­jen­te­li w całej Rosji wytwarzały takie warunki pracy handlowej, że o lekkim zarobku na lichym towarze wgóle mowy nie było. Uczciwość kupiecka w stosunkach prywatnych (poza dostawami rządowemi, wywołanemi korupstwem sfer rządzących) stała jak w całej Rosji na takim poziomie, o jakim wogóle się pojęcia mieć nie może ze stosunków polskich. Bo też Żydzi w handlu prywatnym stanowiska dominującego nie mieli, choć się sami tylko handlem przeważnie zajmowali, i wielkiego pola do popisu nie mieli. W stosunku do nich ogół ani tembardziej Małachowscy nie znali krzykliwego an­ty­se­mi­tyz­mu - mimo to jednak żyd-pachciarz, czy handlarz zbożem był rzeczą na stepach u nas nieznaną. Wszelkie produkty szły bądź wprost do sklepów, bądź do

 

Spis rzeczy

188.

magazynów własnych, czy wreszcie do grosistów, lecz nigdy Żydów.

Dla dokładniejszej ilustracji stosunków ekonomicznych stepowych trzeba jeszcze przytoczyć wartość tamtejszej ziemi. Pierwsze realne i faktyczne ceny znamy z dokumetów z 1846 r. W owym czasie gdy Małachowscy rozwiązywali swe interesa w zaborze austrjackim, sprzedawali ziemie w Tarnopolskiem (po przeliczeniu na ruble srebrne wedle rachunków odnalezionych w archiwum rodzinnem) po mniej więcej 11 rubli za morgę; równocześnie za te pieniądze kupili pierwsze majątki na stepach płacąc po 1,50 - 2 rubli za dziesięcinę (zależnie od majątku) czyli 0,75 - 1 rubla za mórg. Długie jeszcze lata cena ziemi stepowej była kilkakroć razy niższą od cen w prowincjach przez Rosję zabranych nie mówiąc już o zaborze austrjackim, gdzie ziemia zawsze była drogą. To też w okresie przynajmniej do lat ok. 1880 r. nie można porównywać zamożności ziemian z Chersońszczyzny z zie­mia­na­mi Podola, Królestwa Polskiego, czy Galicli na samą ilość i obszar ziemi. Trudno tu przytaczać szereg cyfr, które zilus­tro­wa­ły powyższe twierdzenie. Mam je jednak w ręku i ciekawym służyć mogę. Dopiero na przełomie XIX i XX w. cena ziemi stepowej zaczęła doganiać ceny ziemi we właściwej Polsce. Zrównanie choć niezupełne jeszcze nadtąpiło w ostatnich latach przed wojną światową.

Mimo lekceważenia przez ogół w owych czasach wartości ziem stepowych dziadowie nasi jakby wiedzeni instynktem skupowywali tam majątki, skupiając w swem ręku znaczne połacie ziemi. Dopiero rewolucja bolszewicka obaliwszy cały ustrój kapitalistyczny w Rosji pozbawiła

 

Spis rzeczy

189.

również znaczną część rodziny naszej ich majątków. Piszę znaczną, gdyż znów jakby wiedzeni instynktem zaczęli Małachowscy zwolna porzucać stepy i likwidując swe tamtejsze interesa, przenosić się z powrotem do byłego zaboru austrjackiego. Niestety wybuch rewolucji nastąpił prędzej, nim się ten proces przesiedlania się z powrotem u­koń­czył.

Tu muszę zaznaczyć, że gdy rodzina rozbiła się na dwie ga­łę­zie - starsza pochodząca od Eligjusza i Pulcherji, osiadłszy odrazu w Rosji stała się rosyjskimi poddanymi, młodsza natomiast potomkowie Melitona i Julji, które to małżeństwo pierwotnie za­miesz­ki­wa­ło w b. Galicji pozostali austrjackimi poddanymi i poddaństwo to zachowali, mimo przesiedlenia się na stepy. Miało to ten wpływ, że nawet mieszkając stale na stepach, członkowie gałęzi młodszej kształcili swe dzieci w Krakowie i we Lwowie i tutaj, w b. zaborze austrjackim odbywali swe powinności woj­skowe. Natomiast członkowie linji starszej byli wychowani w szkołach odeskich lub miast sąsiednich na Chersońszczyźnie, a niektórzy z nich służyli w woj­sku rosyjskiem.

I jesze jedno. Prawo rosyjskie zabraniające Polakom poddanym austrjackim względnie pruskim posiadać i dziedziczyć majątki, dotyczyło jedynie rdzennej Polski, prowincji zabranych przez Rosję. W głębi Rosji, a więc i pod Odessą prawo to nie obo­wią­zy­wa­ło.


Małachowscy zaczęli pracę na stepach na dwóch majątkach wykrojonych z dawnej Altestowej, na Wolanowie i Palejowej po 2.800 dziesięcin każdy. Wolanów stał się dziedzictwem

 

Spis rzeczy

190.

potomków Eligjusza, Palejowa siedzibą Melitona. Prawdziwa jednak sta­bi­li­zac­ja stosunków nastąpiła dopiero po otrzymaniu ostatecznych spłat z majątków galicyjskich, Suczczyna, Kozówki i Wasylkowiec. Meliton otrzymał stamtąd gotówką około 6.700 rubli srebrem, spadkobiercy Eligjusza coś ponad 5.000 rubli. Za te pieniądze kupili oni dwa majątki: Meliton kupił Mahajową, leżącą dość daleko na północ od Odessy (dziś stacja kolejowa przy linji Odessa-Podwłoczyska, po rosyjsku Migajewo), od mołdawskiej ro­dzi­ny Ga­ju­sów, o obszarze 3.600 dziesięcin ziemi płacąc po 6 rubli a­syg­na­cyj­nych, czyli według ówczesnego kursu 1,70 rubli srebrem za dziesięcinę. Spadkobiercy Eligjusza kupili majątek przy miasteczku Janówka z folwarkami Prochorowa i Darjówka od rodziny kuzynów naszych Poniatowskich, o obszarze około 3.800 dziesięcin (nie­któ­rzy podają obszar Janówki pierwotnej na 4.800 dziesięcin; być może, że część ziemi została potem z Janówki sprzedana); kupno to miało być pobobno wyjątkowo taniem, tak że nawet ten większy obszar jest zupełnie prawdopodobnym. Niestety nie posiadamy dokładnych cyfr, dotyczących kupna tego majątku.

Przy silnych już teraz podstawach materjalnych, gdy łączny obszar ziemi, znajdujący się w ręku rodziny wzrósł do 13.000 dziesięcin (ewent. 14.000) ziemi, majątek Małachowskich zaczął róść szybko w dalszym ciągu. W latach 1854/56 kupił Meliton wraz z swymi synami od rodziny Szydłowskich piękny majątek Broszkówkę, o obszarze 5.000 dziesięcin. Majątek ten leży tuż koło miasteczka Berezówka, nad rzeczką Teligułem, na pn. od Odessy. Do o­sta­tecz­nych spłat tego majątku dopomogł m.i. posag pierwszej żony Edwarda. Cena ziemi broszkowieckiej wynosiła 28

 

Spis rzeczy

191.

rubli asygnacyjnych za dziesięcinę, według kursu ówczesnego około 9 rubli srebrem. (Między rokiem 1846 a 1855 nastąpił gwałtowny skok cen ziemi stepowej; od tego czasu zaczyna już cena ziemi na Chersońszczyźnie statecznie wzrastać). W r. 1860/61 kupił Meliton majątek Elisawetkę, przylegający do północnej granicy Palejowej i Wolanowa, leżący nad Limanem Hadżybejskim o obszarze 3000 dziesięcin ziemi. Cena majątku wynosiła 40.000 rubli srebrem, Połowa wysokości sumy kupna był to posag Leonidy z Łukomskich, żony Melitona młodszego. Wreszcie w latach 1877/79 kupili synowie Melitona i Julji z Marchockich, Jan, Meliton i Edward wraz ze swym bratem stryjecznym Ryszardem, synem Eligjusza, na wspólny rachunek dwa kompleksy majątków nad samem morzem na wschód od Odessy; bliższy Odessy majątek Aleksandrówka obejmował obszar 5.000 dziesięcin ziemi, drugi nieco dalszy Gregorjówka obejmował obszar nieco nad 3.500 dziesięcin ziemi. Rok ten jest kulminacyjnym w stanie posiadania Małachowskich na stepach. Wprawdzie z uprzednio posiadanych majątków odpadły dwa folwarki na Majajowej po 1.200 dziesięcin każdy, jako posagi dwóch Melitonówien, oraz dodatkowo po 400 dziesięcin dla każdej z nich na Palejowej, dalej odpadło względnie było w toku procesu około 500 dziesięcin brutto z Wolanowa, wreszcie z Broszkówki 1650 dziesięcin, które sprzedano dla uzyskania kapitału na zyskowne kupno kompleksów nadmorskich. W sumie jadnak około 1880 r. w ręku tylko samych członków rodziny nazwiska Małachowskich znalazło się z górą 24.000 dzie­się­cin ziemi, czyli 48.000 morgów, przeszło 25.000 hektarów, z czego 20.000 dziesięcin ziemi własną pracą niemal wyłącznie zdobytych.

 

Spis rzeczy

192.

Od tego czasu nastąpiło jeszcze kilka, lecz już mniej ważnych zmian, o których będzie mowa przy dziejach po­szcze­gól­nych osób. Zmiejszenie sie zaś od tego czasu obszaru będącego na stepach w ręku Małachowskich, tłomaczy się trzema powodami: 1-o głównie wycofywaniem się znacznej części rodziny ze stepów i przenoszenie się do Galicji; 2-o przechodzeniem części ziem drogą posagów do innych rodzin, gdyż Małachowskie na stepach były dopuszczane do równych działów ziemi bez spłat; 3-o wreszcie, w najmniejszej jednak mierze, stratami materjalnemi.

Tu dodam jeszcze, że w tymże 1880 r. oprócz posiadłości stepowych mieli Małachowscy w Galicji dwa ładne majątki Morawsko i Stryjówkę, oraz duże realności w Krakowie; były to własności członków rodziny siedzących na stepach, nie pozostałych w b. zaborze austrjackim.


Takiem było życie i tło życia rodziny naszej przez cały niemal ubiegły wiek; dziadowie nasi żyli w najzupełniej odrębnych stosunkach i warunkach, odrębnych od tego, do czego oko i myśl naszego młodego pokolenia jest przyzwyczajona.

A kraj sam, choć smutny, lecz ludzi ciągnął i przywiązywał - ci którzy tam pracowali lub się urodzili, kochali go, wzbudzał on w nich mimo odstręczających pozorów gorącą miłość - a może właśnie dlatego. Abowiem najbardziej kocha się ten warsztat pracy, który pracy najwięcej wymaga.


Takiem było życie. Lecz i śmierć miała swoje odrębne cechy. Przy tamtejszych olbrzymich odległościach od „oficjalnych” cmentarzy, w warunkach tych dla katolików jeszcze

 

Spis rzeczy

193.

gorszych dziadowie nasi powodowani sentymentem, pragnąc mieć drogich swych i po śmierci blisko, poszli za zwyczajem miejscowym i zaczęli stwarzać własne cmentarze rodzinne.

W obrębie parków przy dworach, na osobno odgrodzonym i poświęconym kawałku ziemi zaczęto chować swych krewnych. Tak powstały najpierw dwa cmentarze w Wolanowie i Palejowej, uroczo wśród parku położone, a szczególnie pierwszy z nich. Z czasem chcąc skupić prochy drogich sercu zmarłych w jednem miejscu przenoszono zwłoki nieboszczyków nawet z najodleglejszych dworów do tych dwóch pierwszych cmentarzy1), lub gdy ktoś z umarłych specjalnym sentymentem był z jakąś miejscowością związany, choć nawet cmentarz był na miejscu, przewożono go na inny na jego przedśmiertne życzenie. Z biegiem czasu powstały także przy innych dworach rodzinnych inne drobniejsze cmentarze, z nich największy w Wapniarce nad obrywami brzegów Morza Czarnego wiecznie falami obmywanych. Tak więc dzięki temu wzruszającemu, zepełnie odrębnemu, a pięknemu zwyczajowi ciała zmarłych nie opuszczały miejsc, gdzie duch ich myśli w czyny wcielał2).

O losach tych cmentarzy nie wiemy wiele. Doszły jeno słuchy, że bolszewicy demolując Wolanów i jego ogrody sprofanowali i zbezcześcili nawet cmentarz w nich położony. To samo spotkało i cmentarz rodziny Marchockich w Lubomile.

capEnd

  1. Np. Julję pierwszą żonę Edwarda prowadzono konduktem przez step 80 km z górą z Broszkówki do Palejowej.
  2. Rzecz jasna, że i na miejskim cmentarzu odeskim spoczęło wielu człon­ków naszej rodziny.