Spis rzeczy

92.

Rozdział IX.

Sprawa starostwa nastaskiego.

Pozostał nam do omówienia najciekawszy epizod z życia Łukasza, o którym już kilkarotnie w życiorycie jego za­trą­ca­li­śmy, tj. proces o królewszczyznę Nastaszkę czyli starostwo nastaskie.

W najpiękniejszej okolicy Kijowszczyzny w dolinie Rosi i rozgałęzieniach jej dopływu Nastawki rozciągał się obszar ziemi królewskiej, od głównego na nim leżącego miasteczka Nastaszka, starostwem nastaskiem zwane. Miasteczko to położone w nie­sły­cha­nie malowniczem położeniu nad Jeziorami Trockiemi, u zbiegu kilku głębokich dolin, otoczone od wschodu wspaniałymi lasami dębowymi, zwało się niegdyś Nowosielicą. Z czasem zniszczone kilkarotnie w czasie najazdów tatarskich i inkursji kozackich i znów od­bu­do­wy­wa­ne, nazwę swą zmieniło na Nastaszka, od rzeki Nastawki, z czasem też na Nastaszkę za miasteczkiem przekręconą. Legenda ludowa, (która jak zawsze w romantycznej okolicy i w tak niespokojnym kraju jaką była i jest do dziś dnia Ukraina znajdowała swe umiejscowienie) mówi o powstaniu Nataszki, że przedtem nazywała się ona Kitajgród. Po którymś z najazdów tatarskich, gdy roz­pro­sze­ni mieszkańcy zebrali się by odbudować ją, gromada zaczęła ra­dzić, jakby ją nazwać. W gromadzie tej znajdowała się przepięknej urody dziewczyna imieniem Nastaszka (zdrobniale po rusku Anas­taz­ja). Gdy gromada radziła, przybiegła matka dziewczyny z wielkim lamentem i płaczem że dziewczyna po doznanym zawodzie miłosnym rzuciła się do rzeczki i utonęła; na to gromada zakrzyknęła: „Naj bude riczka taj seło Nastaszka”. Jak w każde romantycznej legendzie, tak i w tej

 

Spis rzeczy

93.

coś niecoś prawdy być może. Faktem jest, że osada Kitajgród leży o kilkadziesiąt km. od Nastaszki i że jest od niej osadą starszą, która istniała już w XV w., podczas, gdy datę powstania Nastaszki, wówczas jeszcze Nowosielicy, da się ustalić na pierwszą połowę XVI stulecia. Być więc może, że założyciele Nastaszki byli odłamem gromady kitajgrodzkiej, która w tej przepięknej i żyznej okolicy założyła czy to nową, czy od­bu­do­wa­ną po jakimś najeździe tatarskim zniszczoną osadę. Są to tylko domysły, na legendzie oparte. Faktem jest tylko, że osada nazywała się pierwotnie Nowosielica nad rzeką Nastawką i nazwa rzeczki w tem brzmieniu istniała do końca XVIII w., podczas gdy miasteczko już w drugiej połowie XVII w. było zwane Nastaska, z czasem Nastaszka; wreszcie i rzeczka upodobniła swe brzmienie do nazwy miasteczka.

Jak cała Ukraina, tak i Nastaszka bywała kilkakrotnie do gruntu zniszczoną w wojnach na Ukrainie toczonych. Do naj­wię­kszych należało zniszczenie przez najazd tatarski w 1590 r. Wojny Chmiel­nic­kie­go oszczędziły osadę, której mieszkańcy całą duszą stanęli po stronie buntu. Dopiero w czasie walk Haneńki z Doroszeńką, około 1670 r., gdy Haneńko opowiedziawszy się za Polską wszczął bunt przeciw Doroszowi, Nastaszka i jej mieszkańcy stali się główną ostoją Haneńki. W rezultacie zni­szczo­no ją znów ogniem i mieczem. Dopiero po 1717 r. zaczęła się znowu od­bu­do­wy­wać i wkrótce po kil­ku­nas­tu latach jest już miasteczkiem o 300 prawie domach.

Granice królewszczyzny (patrz mapa Nº 2) obejmowały całe do­rze­cze Nastawki z jarami Potijowskim, Krasiukowym, Czernińskim, Sewerynowskim i Dubowym (= Dębowym), oraz jar

 

Spis rzeczy

94.

Poprawki aż pod chutor Czerkas; z sąsiednich dorzeczy obejmowała królewszczyzna Płaską Dolinę w dorzeczu Tykiczu, oraz w dorzeczu Kotłuja (dopływ Rosi), jary Ułaszowski i Krzywy. Nad Kotłujem leży miasto Ta­rasz­cza, tak, że granica podchodziła niemal pod jego rogatki. Do samej rzeki Rosi granica nie dochodziła nigdzie. Obszar ten między dobrami nastaskmi a Rosią, gdzie leżały wsie Ostrów, Sieniawa, Prusy, Puhaczówka, Szkarówka, był spornym terenem między kom­plek­sem dóbr Rokitna i Olszanica, a starostwem królewskim Białą Cerkwią; z czasem podciągnieto pod spór ten niemal całą Nastaszkę.

Na obszarze starostwa nastaskiego około 1750 r. około któ­re­go toczyć się będzie akcja, leżały wsie Poprawka, nad takiejże nazwy rzeczką, Potijówka (Pociejówka) w górze Nastawki, Czernin u zbiegu jarów Czernińskiego i Dubowego, nad potokiem Czernin, Sewerynówka w jarze Sewerynowskim; poniżej miasteczka rozlewała się Nastawka w dwa duże jeziora, Górne i Dolne Trockie; nad Dolnem Jeziorem Trockiem leży wieś Trocki Młyn (dziś wieś Trocka). Dalej wsie Krzywe nad strumieniem Krzywa, Ułaszówka w jarze tejże nazwy, Chutor Basówka (Wasówka) w jarze Dubowym, i wreszcie wieś Pła­sko­do­li­na nad Małym Tykiczem, w dolinie zwanej Płaską, dziś wieś Płaskie. Razem więc jedno miasteczko i osiem wsi, oraz kilka furtorów i słobód, o łącznym obszarze około 35.000 ha, niosącym z górą 30.000 rocznej intraty. Wschodnia część, obszary wsi Czernin, Ułaszówka, Krzywe, Chutor Basówka i częściowo Sewerynówka, to prze­waż­nie wspaniałe lasy.

Pod koniec wieku XVIII w ostatnich jego latach powstał szereg nowych wsi na tym obszarze, jak koło Poprawki Jednoróg i Judków; ze słobody Potijowskiej wieś Czupira, u zbiegu jarów Sewerynowskiego, Czernińskiego i Krasiukowego wieś Krasiuki,

 

Spis rzeczy

95.

ze Słobody Sewerynowieckiej wieś Rożki, wreszcie koło Chutoru Basówki wsie Mikołajówka i Chre­szcza­ty Jary.

Przy ciągłym niszczeniu kraju i osiadaniu nowych pokoleń na starych osadach, rzec jasna, że granice, w dodatku przy zupełnym braku jakichkolwiek map i katastrów, stały się wprost pro­ble­ma­tycz­ne. I to nie szło już o miedze, lecz o olbrzymie kompleksy ziem pomiędzy poszczególnymi starostwami i dobrami, a nieraz o istnienie całych odrębnych królewszczyzn lub dóbr jak to miało miejce z Nastaszką. Toć do ostatnich czasów Rzeczpospolitej trwał spór między województwami Bracławskiem z Kijowskiem o obszar kilku tysięcy kilometrów kwadratowych ziemi. Cóż dopiero było mówić o majątkach. W stosunkach zaś ówczesnych Rzecz­pos­po­li­tej zwłaszcza w tych stronach, granica więcej zależała od faktycznej siły po­sia­da­cza niż od prawa i sądu. Był to istny ocean mętnych wód praw­ni­czych, idealny teren dla pieniaczy i awanturników, łowiących w nim złote rybki, w postaci nie­koń­czą­cych się procesów, zwad i za­jaz­dów.

W takie stosuki wpadł najnieoczekiwaniej dla siebie Łukasz. Zanim jednak przystąpimy do samej jego sprawy, musimy zrobić małą dygresję do współczesnego zatargu, który w drugiej połowie XVIII w. rozbrzmiał głośnym echem po całej Polsce, a stojąc w znacznym związku ze sprawą nastaską, swym rozgłosem i przez udział w nim największych figur ówczesnej Rzeczpospolitej, przyćmił równie ciekawy i głośny w swym czasie proces Łukasza. Mowa tu mianowicie o tak zwanej sprawie Rokitny inaczej sprawą Karwickiego zwaną, pod którem to mianem niemal w każdym podręczniku historji spotkać ją można.

 

Spis rzeczy

96.

O wspaniały majątek Rokitnę darli swego czasu koty Surynowie z Jakubowskimi. Zwada ta skończyła się małżeństwem między Surynówną a Jakubowskim, któreto małżeństwo osiadło na Rokitnej. Tymczasem starostą białoczerkiewskim został głośny pieniacz Jerzy Wandalin hr. Mniszech z Wielkich Kończyc, marszałek nad­wor­ny. Ten rozpoczął swe „panowanie” w Białocerkiewszczyznie od zaczepienia wszystkich niemal sąsiadów o granice. Proces za procesem zaczął się toczyć jak lawiny na otaczającą Białą Cerkiew szlachtę. Między innemi zaatakował on sąsiednią Rokitnę (a także i Nastaszkę, na której wreszcie po długim procesie z księciem Stanisławem Jabłonowskim, wojewodą rawskim osiadł Łu­kasz). Jakubowski nie czując się na siłach walczyć z Mniszchem, odsprzedał Rokitnę silniejszemu, bo regentowi koronnemu Józefowi Dunin-Karwickiemu, za którym zresztą stały potężniejsze rody i ludzie Mniszchowi nieprzychylni. W walce tej Mniszech w uniesieniu złamał prawa Rzeczpospolitej, i wdał się w konflikt z kanclerzem wielkim koronnym Janem Małachowskim, herbu Nałecz. Tu sprawę formalnie przegrał, co jednak w ówczesnej rozprzężonej Rzeczpospolitej stanu stworzonego przez „fait accompli” nie­zmie­nia­ło. Walka Mniszcha z Karwickim o majątek przeszła w walkę dwu potentatów, w walkę dwu władz o jurysdykcję, walkę w której osoby walczące musiały rzecz prosta cieniem swym przesłonić nie wiele w stosuku do nich znaczącego Łukasza.

Najlepiej zilustruje nam tamtejsze stosunki, jeśli u­przy­tom­ni­my sobie, że niedość, iż Łukasz procesował się o Nastaszkę naj­pierw z Jabłonowskim, poprzednikiem Mniszcha na starostwie bia­ło­cer­kiews­kim, a potem z samym Mniszchem i spadkobiercą Ja­bło­now­skie­go synem jego Antonim, niedość, że do sprawy wmięszała się i rodzina kniaziów

 

Spis rzeczy

97.

Bułyha-Korjatowiczów-Kur­ce­wi­czów i rodzina bojarów Malewiczów-Nowosieleckich, ale jeszcze i Kar­wi­cki zahaczył o większą część tych dóbr, a każdy z nich wyciągał jakiś dokument, dający mu prawa do tego obszaru. Do jednych i tych samych dóbr ma pretensję sześć rodzin, to chyba dość. Z chwilą jednak, gdy Nastaszka została wciągnieta w wir walki o Rokitnę, osobę Łukasza Małachowskiego przesłoniła postać kanclerza Jana Małachowskiego, zupełnie obcego mu krwią czło­wie­ka. Stąd też spra­wa nastaska, acz była wstępem i przygrywką do całej awantury i stanowi sama dla siebie zupełnie odrębny i bardzo ciekawy epizod, pozostała niemal nieznaną.


Sprawa nastaska pozostała w żywej pamięci miejscowego ludu, który opowiada o niej do dziś dnia ciekawą legendę. Przytacza ją „Słownik Geograficzny” z 1885 r., w związku ze sprawą Kar­wic­kie­go, pisząc o roli kanclerza Małachowskiego w niej w nas­tę­pu­ją­cych słowach:

„Widać jednak, że ta głośna w swoim czasie sprawa musiała niemniej mocno utkwić w pamięci u ludu miejscowego który dziś jeszcze opowiada o jednym z tego zajścia epizodzie powikławszy jednak dziwnie osoby i role.

Małachowski, hetman berszadzki (?) mówi tradycja przyszedł do Nastaszki na czele konnych pocztów z Berszady i Humania i zainstalował się z niej. Władca Białej Cerkwi Mniszech zebrawszy też kilkunastotysięczny tłum kozaków i czerni, postąpił pod Nastaszkę i rozłożył się obozem. Małachowski z wieczora jeszcze rozkazał swym hufcom, by stały w pogotowiu do bitwy, a ludowi, by się modlił i do południa ani jadł, ani pił. Z rozkazu też jego ataman Penko z dwoma kozakami podkradłwszy się pod obóz Mniszcha, doniósł, że białocerkwianie przeważają liczbą, lud zaś Małachowskiego bitniejszy. Rozpoczął się tedy bój krwawy i białocerkwianie pierwsi szukali ocalenia w ucieczce.

Jakkolwiek co do szczegółu, że Małachowski bił się tu z Mniszchem, tradycja ta jest nieprawdziwa, bo Małachowski tu nogą nigdy nie postał, jednakże daje nam pojęcie w jakiem świetle lud to zajście przedstawił sobie i widział.”

 

Spis rzeczy

98.

Tyle „Słownik Geograficzny” między wielu innymi szczegółami o Nastaszce, które zostały odpowiednio w tym rozdziale wy­zys­ka­ne. Jednakowoż autorowie „Słownika” w swej krytyce legendy ludowej, w swej nieświadomości popełnili zasadniczą omyłkę. Legenda ta bowiem jest jak się przekonamy w dalszym ciągu nadzwyczaj ścisłą nawet w swych szczegółach, myli się o tyle, że bitwa o której mówi, to­czy­ła się jeszcze z Jabłonowskim, nie z Mniszchem. Autorowie „Słow­ni­ka” nie przypuszczali w cieniu wielkiej postaci kanclerza Jana Małachowskiego herbu Nałęcz osoby pułkownika Łukasza Ma­ła­chow­skie­go herbu Gryf, który dzięki swemu doświadczeniu wojennemu i pomocy przyjaciół napsuł wiele krwi i Jabłonowskiemu i Mniszchowi, i nie­je­den raz w Nastaszce nogę swą postawił.


Dokładny przebieg sprawy był następujący:

Dzieli się ona na trzy etapy. Pierwszy, to proces prawny przed wszystkimi instancjami Rzeczpospolitej, wygrany we wszystkich przez Łukasza przeciw Jabłonowskiemu. Drugi etap, to zajazd Nas­tasz­ki przez Łukasza i zwycięskie jego bitwy z milicją Ja­bło­now­skie­go. Trzeci, po krótkiej przerwie względnego spokoju przynosi kontrzajazd następcy Jabłonowskiego Mniszcha i znów kontrzajazd Łukasza Małachowskiego, oba już mniej krwawe; przed dalszym roz­le­wem krwi zapobiegł kompromis biskupa kijowskiego Kajetana Sołtyka. Ostatnie zaś echa sprawy umilkną dopiero w 1761 r., w więc sprawa trwała 17 lat, gdyż początek jej datuje się w 1744 r. Pomruki zaś ucichłej burzy odzywać się będą jeszcze w 60 lat potem.


 

Spis rzeczy

99.

Zaraz po konferowaniu1) Łukaszowu chorągwi pancernej w jesieni 1743 r. postarał się on o nadanie mu jakiegoś starostwa. Król wówczas panujący August III, pamiętny usług Łukasza nadał mu starostwo nastaskie prawem dożywotniem, aktem datowanym w Grodnie 12 listopada 1744 r. Tymczasem okazało się, że starosta białocerkiewski, książe Stanisław Wincenty Jabłonowski wojewoda rawski dzierży „lege caduco” w swem ręku Nastaszkę, mimo iż nie posiadał na nią specjalnego przywileju; faktem zaś było, co udowodniono w procesie, że Nastaszka nadawana była zawsze osobnym przywilejem. Jabłonowski stanął jednakowoż na sta­no­wis­ku, że dobra nastaskie są integralną częścią starostwa biało­cer­kiew­skie­go, a na prośby Łukasza osobiste i instancje przyjaciół odpowiedział krótkiem „Nie”, dodając, że ustąpi chyba „iure victus”. Jak się okazało zwyciężony prawem też nie ustąpił, dopiero poskutkowały namacalnielsze argumenta.

Łukasz oblatował nadanie Nastaszki przez swego kuzyna (przez Miaskowskich) Antoniego Chełkowskiego w grodzie żytomierskim pod datą 25.X.1745 r. Tenże Chełkowski był jednym z medjatorów w początkowych fazach sprawy między Łukszem a Jabłonowskim. Gdy jednak pośrednictwa i prośby nie poskutkowały wstąpił Łukasz na drogę sądową, i pozwał Jabłonowskiego na sądy asesorskie. Pierwszy pozew nastąpił 14.XI.1746 r. Termin sprawy wypadł na 16.III.1748 r. Cztery lata mijało więc od nadania Łukaszowi Nastaszki, koszta prawne zastraszająco wzrastały, interesy Łukasza zaczęły się zaplątywać, jak to wspomniałem w rozdziale poprzednim. Jabłonowski na pierwszym terminie sprawy prosił przez pełnomocników o dalsze odroczenie i uzyskał zwłokę 6 tygodni. Przekowawszy się jednak, że sprawa jest na jego


  1. „Konferowanie” oznacza to samo co nadanie.

 

Spis rzeczy

100.

nie­ko­rzyść przesądzoną, na drugi termin nie stawił się wogóle, jak się ukaże z ukrytą myślą. Ostatecznie proces odbył się w grudniu 1748 r. Sprawę Łukasza zastępował sekretarz królewski Ignacy Ludwik Nowicki. Wyrok zaoczny przeciw Jabłonowskiemu zapadł 18 grudnia, nakazujący mu zwrot dóbr, dochodów od daty nadania, a więc cztery lata wstecz, i przysądził Łukaszowi 2.000 złotych kosztów praw­nych.

Łukasz wygrawszy proces zwrócił się do króla z prośbą o poprawienie nadania z prawa dożywotniego na wieczyste, co uzyskał w nowym przywileju datowanym 1 lutego 1749 r. w War­sza­wie; Łukasza stał się właścicielem dóbr Nastaszka, lecz ich jeszcze nie objął i długo miał czekać na to.

Tymczasem pełnomocnik Łukasza Gabrjel Podolski udał się do grodu winnickiego, gdzie 26.II.1749 r. oblatował wyrok sądów asesorskich. Na podstawie tegoż komisja złożona z Antoniego Mierzwińskiego h. Ogończyk, łowczego winnickiego subdelegata tegoż grodu, dwóch szlachty jako świadków Łukasza Sokołowskiego i Antoniego Rzeczyckiego, dalej pełnomocnika Łu­ka­sza Ma­ła­chow­skiego Gabrjela Podolskiego i woźnego grodzkiego Trochima Zawadzkiego, udała się do Nastaszki, celem urzędowego wpro­wa­dze­nia Łukasza w posiadanie dóbr. Przybywszy na miejsce 7.III.1749 r. zastała ko­mi­sja Nastaszkę obsadzoną przez kilkuset ludzi milicji bia­ło­cer­kiews­kiej Jabłonowskiego pod dowództwem Andrzeja Bahrynowskiego, łow­cze­go inflanckiego; miasteczko samo ob­wa­ro­wa­ne „obstawione ro­gat­ka­mi” jak mówi raport komisji. Bahrynowski w imieniu Ja­bło­now­skie­go oświadczył komisarzom, „stojącym przed wrotami dworu”, iż Nastaszka jest integralną częścią starostwa białocerkiewskiego i zagroził komisji użyciem siły.

 

Spis rzeczy

101.

Ko­mi­sa­rze zawrócili wobec tego do Winnicy, gdzie złożyli 12-go marca w grodzie protest przeciw postępowaniu Jabłonowskiego.

Jabłonowski został pozwany powtórnie przed sąd asesorski, tym razem już nietylko o nieprawne dzierżenie dóbr, ale o prze­szko­dze­nie władzy w wykonywaniu wyroku (pozwy z 4.VI i 26.VI.1749 r.). Do rozprawy gromadziły się nowe materjały, bo Łukasz oblatował tymczasem w grodzie krzemienieckim przez swego pełnomocnika Michała Żytkiewicza akt nadania mu Nastaszki prawem wieczystem; równocześnie Jabłonowski popełnił nowy gwałt; urząd grodzki Ra­dom­ski delegowany przez sądy asesorskie zjechał na grunta Nastaszki z końcem września 1749 r. i przemocą został usunięty. W drodze powrotnej komisja złożyła protest do grodu ży­to­mier­skiego dnia 24 listopada 1749 r. Nowy proces w sądach asesorskich odbył się w lip­cu 1750 r. Wyrok przeciw Ja­bło­now­skiemu zapadł znów zaocznie 19 lipca; Łukasza ponownie zastępował Nowicki. Tenor wyroku po­przed­nie­go utrzymany został w pełni ze wzrostem dóbr i dochodów z nich od daty 12.XI.1774 r. tj. od pierwszego nadania, z zaznaczeniem jedynie własności a nie dożywotnictwa Łukasza. Koszty prawne i grzywny przysądzone Łukszowi wzrosły tymczasem do 30.000 złotych. Ponadto Łukasz uzyskał na Jabłonowskiego kondemnatę, a urzędy dostały nakaz wykonania wyroku choćby siłą. Wyrok ten oblatował szwagier Łukasza Felicjan Glinojecki 23.X.1750 r. w grodzie krze­mie­niec­kim.

Jabłonowski i teraz się nie ugiął, i wystąpił z argumentem, z którego okazało się, dlaczego dopuścił do zapadanie wyroków za­o­cznych. Oto zaprzeczył on właściwości sądów asesorskich, twier­dząc, że sprawa ta winna podpadać pod jurysdykcję Trybunału w Lublinie. Widać liczył on

 

Spis rzeczy

102.

na korzystną dla siebie stronniczość Trybunału. M.i. pisze on w liście do Łukasza: „przekonasz się Waćpan, że Trybunał, to nie asesory.” To było już czyste pieniactwo, dopuścić do kilkuletniego procesu, a dopiero post factum zaprzeczyć właściwości sądu, działając z zgóry ob­myś­la­nym planem. Pozatem w liście do Łukasza za­po­wie­dział Ja­bło­nowski, żeby się tenże nie ważył wprowadzać wyroku asesorskiego w życie przed wyrokiem Trybunału. Niespodziewanie dla Jabłonowskiego na jesień 1751 r. Trybunał Lubelski w całej rozciągłości zat­wier­dził wyroki sądów asesorskich z lat 1748 i 1750 z potwierdzeniem kondemnaty na Jabłonowskiego i nakazem wprowadzenia wyroku w życie siłą. Tymczasem jak to w Polsce było pod koniec jej bytu niepodległego, władze nie miały powagi, ani siły. Łukasz zaś trzy­ma­jąc się słów Jabłonowskiego, że ustąpi chyba „iure victus”, wygrawszy we wszystkich możliwych instancjach proces, spróbował ponownie za pośrednictwem przy­ja­ciół drogi pokojowej - nadaremnie. Jabłonowski wziął na kieł, zaciął się, a czując się silniejszym ustąpić dobrowolnie nie chciał. Tu jednak się przeliczył.


Tak nadszedł rok 1753. Upór Jabłonowskiego był zupełnie niezrozumiały, poza nierozsądną ambicją magnata, rozwścieczonego klęską w walce z szlachcicem, który uzyskał nań w dodatku kondemnatę. Na owe czasy kondemnata była już tylko teorją i to już od długich lat. Ale zawsze była to sprawa niemiła dla dbającego o opinję, a takim był Jabłonowski. Upór jego był tem nie­zro­zu­mial­szy, że prawo przyznało rację Łukaszowi, że Łukasz w dodatku był już prawnym

 

Spis rzeczy

103.

właścicielem Nastaszki, a Jabłonowski jedynie dożywotnikiem na królewskiem starostwie bia­ło­cer­kiews­kiem.

Z drugiej strony Łukasz został doprowadzony do osta­tecz­no­ści. Od 9 lat nadaremnie kołatał o swoją własność, nadszarpnął na pro­ce­sy zaczynającą mu dopiero róść fortunę, władze bezsilne pomóc mu nie mogły. Pozostała jedyna droga, staropolski prawomocny zajazd; na siłę trzeba było znaleść większą, a upór zaciętego magnata złamać namacalnemi ar­gu­men­ta­mi. Tak się też stało.

Na hasło lubianego w wojsku pułkownika, a za cichem przyzwoleniem hetmana wielkiego koronnego, zgromadził Łukasz pod swoją komendą przeszło 500 ludzi i koni liczący oddział; „szefem sztabu” wyprawy i zastępcą Łukasza w komendzie został przyjaciel jego i bezpośredni podkomendny ze służby wojskowej namiestnik chor. panc. Józef Kropiwnicki, skarbnik dźwinogrodzki. Na wy­pra­wę poszła w całości podkomendna Łukaszowi chorągiew pod­skar­biows­ka (dawna jego własna), dalej chorągiew jazdy t.zw. Węgierska het­ma­na, wielu przyjacioł-szlachty Łukasza i towarzystwa z pod innych chorągwi; ponadto zwerbował Łukasz kozaków, samego wy­bo­ro­we­go żoł­nie­rza, osobiście przez niego lub Kropiwnickiego wy­bie­ra­nych. Pozatem podesłał Potocki, starosta kaniowski, swą pięknie mo­de­ro­wa­ną piechotę, wspomagając klijenta domu Potockich. Na wyprawę tę poszły faktycznie doskonałe oddziały, zwłaszcza chorągwie z pod komendy Łukasza, który jako dobry oficer i mający doskonałą szkołę zachodnią potrafił postawić je na poziomie nie spotykanym wówczas w Wojsku Koronnym, ani Litewskim. Chorągwie te stały na Podolu pod Humaniem i Bracławiem. Kozacy zaś leżeli obozem koło

 

Spis rzeczy

104.

sławnej niegdyś Berszady (w Woj. Bracławskiem), stąd w legendzie ludowej wyżej przytoczonej Łukasz nazywany jest „hetmanem berszadzkim”. Stamtąd też ruszyła wyprawa idąc ku północy ku Białej Cerkwi. Piechota Potockiego nadeszła później. Tak więc poprostu mała „armja” z piechotą do 1.000 ludzi licząca, szła na „podbój” Nas­tasz­ki. Rozpoczynała się „wojna” z Białą Cerkwią o Nastaszkę.

W Białej Cerkwi zajazdu oczekiwano lada chwila, nie spo­dzie­wa­no sie jednal tak licznych gości. Dowódcą milicji i wojsk stacjonowanych w tem starostwie był pułkownik Janikowski. Ten obsadził samą Nastaszkę załogą z 200 ludzi złożoną, z kozaków dworskich i nadawornej chorągwi wołoskiej Jabłonowskiego. Ponadto wiedząc, że atak na Nastaszkę skierowany będzie z Podola postawił u południowej granicy nad błotami Małego Tykicza podjazdy na przeprawach w trzech miejscach pod Płoskodoliną, Żurawlichą i Żydowską Groblą, a więc na jedynie możliwych przejściach w kierunku na Nastaszkę z tej strony. Łukasz szedł ze swoją jazdą przez Stawiszcze i przekroczył Tykicz bez wystrzału pod Pło­sko­do­li­ną; 15 października 1753 r. zajął niemal bez walki miasteczko; załoga zaskoczona przewagą przeciwnika opuściła Nas­tasz­kę. W tej sposób za jednym zamachem odciął Łukasz od Białej Cerkwi większą część starostwa nastaskiego, oraz podjazdy, stojące pod rot­mistrzem Czurysem koło Żurawlichy i Żydowskiej Grobli. W dniu 16 października oddziały Łukasza zajmowały wsie ku południowi i wschodowi położone, a więc Sewerynówkę, Płoskodolinę, Czernin, Ułaszówkę i Krzywe.

 

Spis rzeczy

105.

W tym dniu pod Żydowską Groblą został zgarnięty podjazd rotmistrza Czurysa. Czurys mając pod sobą 24 ludzi liczył, że przebije się przez Nastaszkę i dotrze do Białej Cerkwi, co mu się jednak nie udało i został wzięty do niewoli ze wszystkimi ludźmi.

Już samo zajęcie Nastaszki mimo załogi i obsadzenia przepraw bez większej utarczki, dowodziło dużej zręczności Łukasza w do­wo­dze­niu. Siły przeciwnika były wprawdzie mniejsze, ale zato w de­fen­zy­wie na dobrych pozycjach.

W dniu 17 października przyszła kolej na zajęcie pozostałych wsi ku północnemu zachodowi leżących, tj. Poprawki, Potijówki i nieco na uboczu leżącego Trockiego Młyna. Rano tegoż dnia Łukasz zajął właśnie Potijówkę, i zajęty był usuwaniem jak wszędzie dzierżawców, arendarzy i urzędników Jabłonowskiego, oraz zaj­mo­wa­niem krescencji starościńskiej, która była zresztą prawną jego własnością, gdy nadciągnął Janikowski na czele zebranych wszyst­kich sił białocerkiewskich narazie rozporządzalnych, licząc, że zaskoczy zajętych „czynnościami administracyjnemi” ludzi Łukasza i za jednym zamachem oczyści Nastaszkę. Oddział pułk. Janikowskiego liczył dobrze nad 500 jazdy; pozatem, jakąś drobniejszą watahą ko­za­ków i czerni naprędce zebranych, wykonał równocześnie atak na samo miasteczko, licząc także może, że uda się mu je zająć, pod­czas gdy główne siły przeciwnika są zajęte gdzieindziej. Nie udało się Janikowskiemu ani jedno, ani drugie. Atak na Nastaszkę pozostał jedynie hałaśliwą i nieudaną demostracją, a zamierzony atak pod Potijówką przyniósł mu poważną i niestety bardzo krwawą klęskę. Łukasz za dobrym był na to oficerem, by działać bez ubezpieczeń, to też o nadciąganiu

 

Spis rzeczy

106.

Janikowskiego był po­wia­do­mio­ny. Na pozór kazał nieprzerywać ładowania zboża, a z główną siłą zrobił na Janikowskiego zasadzkę w miejscu, gdzie droga z Białej Cerkwi przechodzi przez głęboki Jar Potijowski; ruchy oddziałów Łukasza zakrył ponadto (nie istniejący dziś) lasek potijowski. Starcie miało jak najfatalniejsze dla Białocerkwian skutki, a była to poważna utarczka, w której wzięło udział z obu stron do 1.000 ludzi. Łukasz dzięki zasadzce nie stacił ani jednego zabitego, miał tylko kilku lekko rannych. Natomiast ze strony Janikowskiego padło trupem samych znaczniejszych 12 ludzi, a 15 było ciężko rannych, z czego kilku jeszcze z ran umarło. Zabici zostali rot­mis­trze Jerzy Pleskanowski i Maciej Drozdowski, towarzysze - szla­chta Antoni Hulanicki, Jerzy Sikorski, Mikołaj Gieran, Andrzej Słoniewski, Dymitr Kozimirski, Anastazy Jurkowski i Andrzej Wisłowski i kilku ze starszyzny kozaków dworskich. Ranni byli rotmistrze Andrzej Kampan (zmarł) i Jan Wojciechowski (także zdaje się umarł z ran), i kilku towarzyszy-szlachty Ursuł Czekiertan, Pa­weł Kostecki, Piotr Czerażyńki (zmarł), Piotr Makowski, Józef No­wic­ki, Bazyli Baranowski, Piotr Laskowiecki (zmarł) i kilku z kozaków. Przewód sądowy nie wymienia zaś lżej rannych oficerów, towarzyszy i żołnierzy, mówiąc ogólnikowo o kilkudziesięciu po­ka­le­czo­nych. Oddział Janikowskiego w popłochu szukał ocalenia w ucieczce.

Następnego dnia 18 października dokonał Łukasz zajęcia wsi Poprawki i Trockiego Młyna. Całe starostwo znalazło się w jego ręku.

Jabłonowski chciał się już pogodzić z faktem dokonanym; wmięszał się niestety w tę

 

Spis rzeczy

107.

sprawę zły duch wojewody rawskiego w całej awanturze niejaki Józef Brodowski, komisarz starościński białocerkiewski, towarzysz znaku stolnika li­tew­skie­go, a zaufny urzędnik Jabłonowskiego. Człowiek ten gwałtownik i awanturnik, przenieść nie mógł hańby porażki swego pana-księcia z rąk szlach­ci­ca, i przekonał Jabłonowskiego o konieczności upokorzenia siłą zuchwalca, który się ośmielił odebrać swą własność. Otrzymawszy placet wojewody z całą gorliwością zajął się przygotowaniem wyprawy na wielką skalę zakrojonej. Pod wodzą pułk. Janikowskiego i rotmistrzów Burkata (późniejszego puł­kow­ni­ka w miejsce Ja­ni­kow­skie­go) Kozynskiego i Niwickiego, zgro­ma­dzo­no 18 chorągwi jazdy, przeszło 500 ludzi i koni1), kilkuset jazdy kazackiej dworskiej i ochotników dalej 200 strzelców pieszych kozackich nadwornych, 40 piechoty autoramentu cu­dzo­ziems­kie­go i 6 dział, a więc regularnych sił do 1.500 ludzi. Oprócz tego pod komisarzem Brodowskim i­ni­cja­to­rem wyprawy, oraz pod gubernatorem starostwa białocerkiewskiego Radlińskim, zgromadzono do 4.000 chłopstwa i czerni. Cała ta armja wyruszyła 3 listopada z Białej Cerkwi i w niedzielę 4 listopada stanęła pod Nastaszką w chwili samego nabożeństwa w cerkwi („I kazał ludowi, by się modlił” jak mówi legenda chłopska o Łukaszu). Tu popełniło dowództwo armi Białocerkiewskiej jak najfatalniejszą omyłkę. Przeciw sobie miano bądź co bądź przeszło 1.000 ludzi wyborowego żołnierza w czem 400 ludzi doskonałej piechoty ka­niow­skiej, która tymczasem nadeszła do Nastaszki; oddziały te były dowodzone doskonale, jak się przekonali Białocerkwianie na własnej skórze pod Potijówką,


  1. Chorągwie były wówczas z małymi wyjątkami bardzo słabe liczebnie.

 

Spis rzeczy

108.

i dzięki doskonałemu wywiadowi dowództwo ich było uświadomione o każdym ruchu przeciwnika; tymczasem jak się okazało z aktów procesu, Janikowski i sztab jego nie wiedzieli nawet o piechocie Potockiego. Z tem wszystkiem w Białej Cerkwi się nie liczono, i rachowano zanadto na swą ogromną przewagę liczebną („Bia­ło­cer­kwia­nie przważają liczbą. lud zaś Ma­ła­chow­skie­go bitniejszy” wedle legendy ludowej). Przebieg samej bitwy, którą można odtworzyć z aktów i skarg obustronnych był następujący. Staropolskim zwyczajem ciągneła armja Ja­bło­now­skie­go z wielkim taborem. Przyszedłszy pod Nastaszkę ustawiła piechota wozy taboru w czworobok, a dla wzmocnienia wozy obciążono ziemią i gnojem. W taborze tym stanęła cała regularna piechota z 6 działami i rozpoczęła ogień z broni ręcznej i armat na miasteczko. Równocześnie do ataku ruszyło chłopstwo i kozacy ochotnicy, a jako rezerwa koło taboru stanęło owych 18 chorągwi jazdy i kozacy dworscy. I to był właśnie zasadniczy błąd. Chłopi nie musieli chyba iść, i nie szli zbyt chętnie, a dotrzymać pola regularnemu wojsku absolutnie nie mogli. Należało raczej rozgrzać chłopstwo widokiem walki regularnego żołnierza, a dopiero potem masą jego zalać przeciwnika. Strategja, jaką zastosowali Białocerkwianie, przyniosła piorunujące zwycięstwo Łukaszowi. Do kontrataku ruszyła piechota Potockiego, a na sam jej nieoczekiwany widok chłopstwo pierzchnęło. Na uciekających runął Łukasz z jazdą. Janikowski usi­ło­wał powstrzymać chłopstwo ogniem z taboru, od czego zginęło kilkudziesięciu czerni, próbował kontrataku jazdą, wszystko na­próż­no. Chłopstwo pierz­cha­ją­ce z wrzaskiem „Ludy spasajtieś” porwało za sobą wszystko i jedna rzeka uciekających popłynęła ku Białej Cerkwi z powrotem.

 

Spis rzeczy

109.

Łupem Łukaszowego wojska stało się 6 armat, które potem przez 9 lat zdobiły dwór w Szymkowcach, kilkaset wozów z zaprzęgiem we woły i konie, kilkadziesiąt karabinów i kikudziesięciu jeńców. Straty w zabitych ponieśli jedynie chłopi (kilkudziesięciu ludzi) i to głównie od ognia własnej piechoty i dział, chcących ich powstrzymać w ucieczce. Wśród „towarzystwa” byli tylko ranni i co byłoby naj­ko­micz­niej­sze, gdyby nie było związane z tak smutnemi i krwawemi zajściami, że niemal wszystkie rany były kłóte i cięte..... w plecy i pośladki, jak to zeznał po obdukcji ran Marcin Chechłowski, delegowany z grodu do Białej Cerkwi. Ilustruje to w dosadny sposób jak wojsko Jabłonowskiego uciekało z pola bitwy. Ranni ciężko zostali chorąży Jan Chądzyński, towarzysze Jan Atkiewich, Adamowski, Bazyli Sa­wic­ki, Ignacy Szamborski, Piotrowski, Jan Stanoszewski, Dębowski, I­hna­tow­ski, Nyczyporski, Fedorowicz, Michałowicz, Kaźmierski, Le­wa­kow­ski i kilku star­szyz­ny kozackiej. Poza tem dużo pocztowych chłopów i kozaków prostych. Ze stony Łukasza zginął jeden czło­wiek, kilku było ciężko rannych i kilkunastu lekko, przeważnie od postrzałów w czasie pierwszej fazy walki.

Podobno jak mówią akta, specjalnie miano nastawać na życie Łukasza, który w wirze walki znalazł się w poważnym nie­bez­pie­czeń­stwie.

Wynik drugiej bitwy, jeszcze fatalniejszy jak pierwszej, przekonał Jabłonowskiego o błędnych radach i podszeptach Bro­dowskie­go. Narazie z obu stron posypały się skargi na zajazd Nastaszki i to tak Jabłonowski o dokonany przez Łukasza w dniu 15 paź­dzier­ni­ka, jak Łukasza o

 

Spis rzeczy

110.

usiłowane w dniu 17 października i 4 listopada, skargi na gwałty, rabunki o po­ra­nie­nie i pozabijanie ludzi. Akcję prawną ze strony Łukasza prowadził teraz Jan Obidziński, subdelegat grodu kijowskiego. Trudno tu przytaczać suche daty, mnóstwa manifestów, protestów i pozwów.

Tymczasem 14 listopada komisja z grodu kijowskiego1) złożona z Franciszka Goszczyckiego, namiestnika tegoż grodu, woźnego generalnego Jana Woźniaka i światków szlachty Piotra Zdarskiego i Jana Kosickiego wprowadziła „w spokojne władanie” starostwa nas­tas­kie­go pułkownika Łukasza Małachowskiego. „Gubernatorem” czyli administratorem został Jan Boreyko.

W międzyczasie Łukasz został pozwany przed sąd konsystorski biskupstwa kijowskiego o rzekome gwałty, popełnione przez jego ludzi. Dnia 17 listopada wniósł Łukasz manifest do grodu przeciw Jabłonowskiemu, Brodowskiemu i Janikowskiemu o wy­myś­le­nie nie­by­wa­łych i niebyłych gwałtów przez nich; sam przez Jana Boreykę stanął na sąd konsystorski. Jabłonowskiego zastępował Paweł Korzeniowski. W dniu 7 stycznia 1754 r. sąd ten złożony z księży: kanonika Marcina Rybińskiego, dziekana fastowskiego, Jana Kubickiego pro­bosz­cza z Pawołoczy, Wojciecha Symenona Stopczańskiego, proboszcza pohrebyskiego, stwierdził, że do­tycz­cza­so­we badanie nie wykazały słuszności zarzutów i wyznaczył na 11 marca komisję, która na miejscu przesłuchała śwadków w Nastaszce. Na komisję, zjechali obaj księża z Pohrębyszcz, Wojciechowski i Stopczański i trzy dni czekali z Boreyką na pełnomocników Jabłonowskiego - napróżno. Ten jak zwykle widząc iż nic w sądzie nie uzyska nie stawił się wogóle, i wobec


  1. Mimo, iż Kijów od lat był już w ręku Rosji część powiatu została przy Polsce i dla niej urzędował w Żytomierzu (?) urząd grodzki zwany kijowskim (obok istniał urząd żytomierski).

 

Spis rzeczy

111.

niepodtrzymania przez nikogo skargi, sprawa au­to­ma­tycz­nie upadła. Zaraz po bitwie wmięszali się w sprawę różni ludzie chcąc ostatecznie pogodzić zwaśnione strony, a przedewszystkiem brat wo­je­wo­dy rawskiego wojewoda nowogrodzki książe Aleksander Ja­bło­now­ski, dawny wódz Łuksza z przed 1738 r. Staraniem jego stanęło „za­wie­sze­nie broni” zawarte przez Kropiwnickiego ze strony Łukasza i Korycińskiego nowego komisarza starostwa białocerkiewskiego jako pełnomocników, mocą którego obie strony miały poddać się o­rzecz­nic­twu sądów w sprawie ostatecznego rozgraniczenia Nastaszki od Białej Cerkwi; narazie cały obszar starostwa miał pozostać w ręku Łukasza w tych granicach, jakie zajął w czasie zajazdu.

Warto przytoczyć in extenso list Łukasza do księcia Aleksandra, datowany 26 listopada 1753 r.:

Prawdziwie mocno rządzące sercem moim masz prawo W. X. M. Dobr.j odbierać rozkazy Jego Pańskie mam sobie za szczęście spełnić je za pożądany honor. Anibym i teraz unikał oddania armat i ludzi według rozkazu J.O,W.X.Dobr., ale wprzód jeszcze żądam sprawiedliwych Jego Pańskich sentymentów decyzji, przed któremi z szczerą myśli i prośby mojej stawam suplikacją. Mam wdzięczność i obligację wielkiemu imieniowi W.X.M.Dobr., konserwuję w jak największej obserwacji głęboki respekt, staram się i starać będę o nieustąnną dla siebie łaskę i protekcję. Mógłby kto patrząc na teraźniejsze cirkumstancje zarzucić mi, iż postępki moje nie zgadzają się z oświadczeniem, ale ten był by albo wcale nieświadomy istoty interesu, albo nie przyjmujący słuszności racji. Gdym się kłaniał J.O.X.M. Wojewodzie Rawskiemu i sam i przez godnych przyjaciół, suplikując o oddanie tego kawałka królewszczyzny, którą mi była Opatrzność Boska wyznaczyła, a ręka J.Król. Mości konferowała, ale wyprosić nie mogłem. Rozkazał mi się sam Pan Wojewoda Rawski pozywać, uczyniłem to z wielką nieśmiałością. Potwierdziła sprawiedliwość prawo moje, toć już domyśliłem się, że ponieważ Pan kazał się pozywać, nie zgrzeszę przeciw woli jego, gdy idąc za decyzją dekretu, co mojego odbiorę i odebrałem. Tu z żalem utyskiwać muszę, że i tę własność moją i samo nawet życie atakować kazano. Kogożby proszę w ostatnią takowe postępki wyprawiły rezolucją. A dopieroż dla mnie rzecz tem dotkliwsza i nieznośniejsza, że ten Pan, któregom się dopiero zaszczycał łaską i protekcją, teraz bez winy brać mi karze życie i

 

Spis rzeczy

112.

substancję. Przyznać tu każdy musi widocznie, że to samego Boga, obrońcy uciśnionych dzieło, że mnie słabego z mocnym, uniżonego z panującym zostawił przy zwycięstwie. Nie zaślepiło mnie to szczęscie tak, abym zapomniał com winien W.X.M., bo affiduję i dadzą ludzie świadectwo, że nie szukałem zguby ludzi Księcia Jegomości Wojewody Rawskiego, choć miałem do tego dobrą i sposobną porę. Nie zginęli, tylko ci którzy sami chcieli, gwałtem mnie atakując. Zabrałem to, co uciekający zostawili, bo inaczej uczynić nie mogłem. Tu ządam decyzji J.C.W.X.M.Dobr. Mam dawno przysądzonych sobie dekretem asesorskim trzydzieści tysięcy grzywien, wyznaczoną kalulację za lat dziewięć kosztów prawnych. A dopiero teraz, gdy utrzymując się przy mojem prawie i posesji naruszyć musiałem substancji mojej dawniejszej, którą krwawo w oczach W.X.M. nabywałem, naruszyłem zdrowia, podejmując tyle trudów, na ostatek i moje exponowałem życie. Zapomnieć nie mogę zabitego niewinnie z mojej strony człowieka i kilku pokłótych. Skarżę się przed W.X.M.Dobr., dobrze umiejącym i kochającym prawo, jaka tego wszystkiego czeka kon­sek­wencja, a dla mnie jakowa teraz musiałaby następować satysfakcja; wcale w tym niemam wzmianki od W.X.M.Dobr. Gotów jestem oddać wszystko pod decyzję W.X.Dobr., zawsze sprawiedliwego Pana, ale suplikuję z jak najgłębszem przeproszeniem, że niżeli oddam to, co się u mnie znajduje, wprzód wiedzieć chcę pod jakowymi dla mojej satysfakcji kondycjami; których spodziewam się i wyglądać będę jak najprędzej łaski i dobroci J.O.W.X.M.Dobr.

Zostając z dozgonnym obowiązkiem i jak najgłębszym respektem Łukasz Małachowski Pułkownik S.R.M. et. R.P.1)

Pyszny jest ten list, pisany z głupia frant a pewny siebie po zwycięstwie i świadomy swej siły.


Rok 1754 minął spokojnie. Łukasz zawarłszy z Jabłonowskim przez posłów zawieszenie broni, w oczekiwaniu rozgraniczenia swych dóbr od starostwa białocerkiewskiego, wyjechał do Szymkowiec, zostawiejąc w Nastaszce jako administratora „gu­ber­na­to­ra” Jana Boreykę, oraz maniestnika swych chorągwi Józefa Kropiwnickiego wraz z załogą z zaciężnych kozaków. Piechotę Potockiego odesłał do Kaniowa wnet po bitwie, chorągwie odeszły z wiosną na leże pod Przyłukę koło Winnicy. Wnet też po uspo­ko­je­niu się rozpuszono i kozaków Kropiwnickiego, a


  1. Sacrae Rege Maiestatis et Rei Publicae = Jego Królewskiej Mości i Rzeczpospolitej.

 

Spis rzeczy

113.

sam Kropiwnicki wyjechał do chorągwi. Łukasz wziął się odrazu swoim zwyczajem do gospodarstwa; m.i. kazał budować poniżej wsi zwanej Trocki Młyn, nowe młyny zwane też „Nowym Młynem”. Równocześnie zakupił na Wołyniu partję zwierząt pociągowych, do inwentarza włączył zdobyczne konie i woły; w Nastaszce zaczęło się normalne życie.

Jabłonowski, mając sprawę zupełnie przegraną, a nie mogąc wciąż przeboleć porażki, chwyta się nowych sposobów, by zgnębić przeciwnika, lub przynajmniej mu dokuczyć

Jeszcze w 1577 r. otrzymał na Nastaszkę nadanie kniaź Dymitr Bułyha-Korjatowicz-Kurcewicz. Gdy w r. 1590 Tatarzy zupełnie zni­szczy­li Nastaszkę Kurcewocze opuścili ją, przestali o nią dbać i stała się ona bezpańską. W r. 1595 w formie królewskiej dzier­ża­wy wzieli ją bojarowie Malewicze-Nowosieleccy, lecz od czasu inkursji Chmielnickiego tj. od 1648 r. do 1744 r. to znaczy sto lat prawie nikt nadań na Nastaszkę nie miał i nikt do niej pretensji nie podnosił. Dopiero została ona nadaną Łukaszowi, najpierw w dożywocie, a potem prawem wieczystem. W ciągu całego toku bardzo głośnego procesu i całej awantury nikt przeciw posesji ani własności Łukasza na Nastasce nie protestował.

Dopiero po zupełnym przegraniu sprawy przez Jabłonowskiego, ten, za poduszczeniem któregoś z prawników-pieniaczy namówił kniaziów Kurcewiczów i bojarów Malewiczów do wniesienia protestu. Z Malewiczami sprawa była prosta; ci byli tyko dzierżawcami-dożywotnikami, którzy musieli odnawiać z pokolenia na pokolenie przywilej. Kurcewiczowie mieli rzekome nadanie wieczyste - inna rzecz, że przedawnione od 150 lat,

 

Spis rzeczy

114.

gdy nie protestowali ani przeciw dzierżawie Malewiczów, ani przeciw Jabłonowskiemu, który także długie lata dzierżył Na­sta­szkę, nim mu ją Łukasz zdołał odebrać.

By jednak pognębić przeciwnika, każda broń pieniaczowi dobra. Jabłonowski nabywa 13 lutego 1754 r. prawo do połowy Nastaszki od rodziny kniaziów Kurcewiczów. Układ ten zawarty w grodzie włodzimierskim (na Wołyniu) jest tem cha­rak­te­rys­tycz­niej­szy, że Kurcewicze odstępują swe prawa Jabłonowskiemu bez żadnego ekwiwalentu. Charakteryzuje to dobrze całą intencję tej akcji. Na to Łukasz pozwał Kurcewiczów do sądów asesorskich i w jesieni (październiku zdaje się, najpoźniej w listopadzie) 1754 r. uzyskał wyrok stwierdzający bezpodstawność teraźniejszej pretensji Kur­ce­wi­czów, gdyż jak się okazało, kniaź Dymitr był również tylko dożywotnikiem na Nastaszce, a przez nieodnawianie przywileju tak samo jak Malewicze wszelkie prawa do dóbr tych utracił. Sprawa Malewiczów wogóle przed sądy nie weszła.

Tak więc Łukasz trjumfował na całej linji. Ponieważ zaś za nieprawne odstąpienie Nastaszki Jabłonowskiemu uzyskał na kniaziów Kurcewiczów kondemnatę, więc też zgodził się na jej zniesienie w zamian za zrzeknięcie się przez nich na jego rzecz wszelkich ewentualnych pretensji, jakieby do Nastaszki kiedy­kolwiek mieli, (podobno Kurcewicze mieli jakieś pretensje do bliżej nieznanej sumy, jaka im się należała z Nastaszki).

Zmianę w położeniu sprowadziła śmierć przeciwnika Łukasza, księcia Stanisława Wincentego Jabłonowskiego, herbu Prus 1-o, księcia na Ostrogu, hrabi na Niżniowie i Bohuszowcu, wojewody rawskiego, starosty świeckiego (Świecie) międzyrzeckiego i

 

Spis rzeczy

115.

białocerkiewskiego, komandora i kawalera Orderu Ducha Świę­te­go; umarł on 23 września 1754 r.


Starostwo białocerkiewskie otrzymał z koleji Jerzy Wandalin z Wielkich Kończyc hrabia Mniszech, marszałek nadworny koronny, jesze większy pieniacz od Jabłonowskiego. Ten jak już wspom­nia­łem zaczepił m.i. o granice i Rokitnę i Nastaszkę. W Rokitnej osiadł już wtedy niemniej zacięty w sporze Józef Dunin Karwicki, który jako kontrakcję zakwestionował granicę białocerkiewskiego, twier­dząc, że granica Białej Cerkwi i Rokitnej na lewym brzegu Rosi ma być za rzeczką Uzień, na prawym zaś brzegu za­kwes­tjo­no­wał przynależność do Białej Cerkwi szeregu wsi jak Puhaczówki, Ostroga, Sieniawy, Prusów, Szarawki oraz kilku mniejszych słobód i chutorów. Ponadto we wschodniej części dóbr Nastaszki leżące wsie Czernin, Ułaszówka, Krzywe i Trocki Młyn podciągnął pod kwe­stjo­no­wa­ny obszar. Terytorjum sporne wynosiło więc około 40.000 ha ziemi, a za jednym zamachem Nastaszka została wciągnięta w orbitę walki Mniszech kontra Karwicki.

Wsie zakwestionowane przez Karwickiego, leżące nad Rosią były w ręku Mniszcha. Jednakowoż Czernin, Ułaszówkę, Krzywe i Trocki Młyn dzierżył Łukasz; wobec tego Mniszczech postarał się czemprędzej o wejście w posiadanie spornych dziedzin i zajechał częściowo Nastaszkę w dniu 28 stycznia 1755 r. W zajeździe tym zajął Ułaszówkę i Krzywe oraz Nowy Młyn. Trockiego ani Czernina nie udało mu się zająć, ale pogróżki o tem dawały się słyszeć. W ten spsób została zwrócona uwaga Mniszcha na sprawę nastaską. Po pierwszej chwili popłochu i

 

Spis rzeczy

116.

niezdecydowania, przy braku sił niewiadomo co było robić. Dopiero w lutym nadjechał z pobliskiej Przyłuki Kropiwnicki i 20 lutego odbił z Boreyką zajęte wsie.

Tak więc zaczęła się nowa faza walki o Nastaszkę - Mniszech kontra Małachowski. Dawni oficjaliści Jabłonowskiego głównie zaś Korzeniowski, nowy gubernator i Koryciński komisarz stanęli na czele niezadowolonych z utraty dzierżaw i korzyści dawnych kli­jen­tów Jabłonowskiego, i podmówili Mniszcha do wojny z Łukaszem.

Pierwszym krokiem Mniszcha było postaranie się o..... nadanie mu przez króla Nastaszki, co też faktycznie uzyskał. Tu już było „clou” wszystkiego i ukorowanie całego bałaganu prawniczego. Po 10 latach akcji prawnej wszystkie trybunały potwierdzają prawo Łukasza do Nastaszki, i to prawa wieczystego posiadania, od­rzu­ca­jąc kolejno pretensje Jabłonowskiego, Ma­le­wi­czów i Kurcewiczów, aż tu raptem w pół roku niespełna po odrzuceniu przez sąd ostatniej pretensji, król nadaje Nastaszkę komu innemu i znów prawem wieczystem. Na razie jednak Mniszech nadania tego nie ogłaszał.

Najpierw postarał się on o pognębienie finansowe przeciwnika i zgromadziwszy wszystkich, którzy mieli pretensje do Łukasza jeszcze z czasów zajazdu 1753 r., wziąwszy do pomocy z grodu kijowskiego swego osobistego przyjaciela sędziego Łukasza Boh­da­no­wi­cza, najnieoczekiwaniej w świecie przeprowadził w dniu 22 maja 1755 r. uznanie sądowe pretensji..... byłych dzierżawców Ja­bło­now­skie­go, którzy przecież, jeśli według tenoru wyroków poprzednich Jabłonowski był nieprawnym dzierżycielem Nastaszki - oni takoż nieprawnie od niego

 

Spis rzeczy

117.

dzierżawili poszczególne wsie na tym obszarze i dochody z nich wedle tych wyroków za czas od 12.XI.1744 r. należały się Łukaszowi Małachowskiemu. Nowy dowód zamętu prawniczego owoczesnego.

I tak dziwny ten sąd uznał pretensję utraconych korzyści Włodzimierza Krzyżanowskigo, mieszczanina białocerkiewskiego, by­łe­go arendarza z Nastaszki, pretensje spadkobierców śp. rot­mistrza Andrzeja Kampa, b. dzierżawcy Potijówki Stefana Mo­ho­ry­ta, b. współ­dzier­żaw­cy tejże Potijówki, Franciszka Teleżyńskiego b. dzierżawcy Sewerynówki i Andrzeja Medwedowskiego dzierżawcy Czer­ni­na. Było to oczywiste naciąganie prawa do swoich potrzeb. Jedyna słuszna pretensja, ale która winną była być skierowana do Jabłonowskiego względnie jego spadkobierców, to była pretensja chłopów białocerkiewskich, którzy w bitwie pod Nataszką potracili podwody z zaprzęgami. I ta pretensja została przez sąd zaliczona na konto Łukasza. Ciekawa rzecz jednak, że ten sam sąd niemiał odwagi uznać pretensji szeregu innych osób jak Tomasza Rayka, Jerzego Butkiewicza, Antoniego Kulczyckiego, Słonińskiego i innych. Musiały już być widocznie zanadto naciągane.

W całej tej sprawie umaczał rękę syn księcia Stanisława Jabłonowskiego wojewody rawskiego, książe Antoni, starosta bu­ski, a wnet wojewoda poznański. Jego postępowanie było fak­tycz­nie godne napiętnowania. Ponieważ Łukasz miał w ręku kondemnatę na jego ojca, więc też książe Antoni, któremu chodziło o opinję, prosił Łukasza listownie, by ze względu na śmierć ojca tej sprawy na stół nie wyciągał, a sam nielojalnie umaczał rękę w tak grubem szach­raj­stwie prawniczem, by mieć choć jeden punkt zaczepienia przciwko Łukaszowi.

 

Spis rzeczy

118.

Równocześnie pułkownik Burkat1) znany nam rotmistrz z pierw­szych walk o Nastaszkę mianowany na miejsce Janikowskiego pułkownikiem i dowódzcą sił starostwa bia­ło­cer­kiewskiego, przy­go­to­wał nową wyprawę na Nastaszkę, nietrudną, bo poza kilku­dzie­się­ciu kozakami Boreyko nie miał żadnych sił. Dnia 21 czerwca 1755 r. zajął Burkat po drobnej utarczce Nastaszkę i usunął Boreykę wraz z całą administracją Łukasza.

Dnia 25 czerwca 1755 r. komisja grodu kijowskiego wprowadziła Mniszcha w „spokojne władanie” Nastaszki z przyległościami - i dopiero wtedy okazało się, że Mniszech ma akt nadania Nastaszki prawem wieczystem, oblatowany w grodzie żytomierskim dnia 16 czerwca tegoż roku. Rzecz jasna, że znów posypały sie pozwy i manifesty, kontrprotesty i kontrpozwy.

Łukasz stanął jednak wobec alternatywy albo wejść znów na drogę prawną, albo z bronią w ręku odpowiedzieć na gwałt siłą. Obie drogi wielce kosztowne i przechodzące już nawet na dłuższą metę możności finansowe Łukasza. Łukasza zdecydował się na drugą drogę, ruszył z Szymkowiec w podróż, wstąpił do Przyłuki, zebrał garść ludzi i niespodzianie 9 sierpnia 1755 r. stanął pod Nastaszką. Zaskoczona milicja białocerkiewska, pamiętna dobrze cięgów z przed dwóch lat opuściła z Burkatem na czele Nastaszkę bez wystrzału. Mniszech wpadł w pasję, chciał osobiście prowadzić wyprawę na Łukasza. Na szczęcie wmięszał się osobiście w całą sprawę biskup kijowski Kajetan Sołtyk, i dawszy gwarancję Łu­ka­szo­wi, nakłonił go do napisania listu z propozycją kompromisu. Mniszech wiedząc z doświadzewnia poprzednika, że walka byłaby niełatwa i ryzykowna listem z dnia 18.VIII wyraził zgodę.


  1. Otrzymał on od Mniszcha grunta pod Stawiszczami, na pd. od Nastaszki, gdzie założył nad Gniłym Tykiczem wieś Burkatówkę dziś zwaną Brylewką.

 

Spis rzeczy

119.

Tak doszło po rocznych rozważaniach do kompromisu zawartego w Mikulińcach, na hucznym i licznym zjeździe w dniu 9 czerwca 1756 r. Obie strony zjechawszy się tam z biskupem Sołtykiem, zgodziły się na projekt medjatora. Łukasz, który już faktycznie nie był w stanie dalej prowadzić akcji, zrzekł się Nastaszki na korzyść Mniszcha, a w zamian za to Mniszech zobowiązał się do pokrycia pretensji uznanych owym dziwnym wyrokiem Bohdanowicza; osobną umową zobowiązał się Mniszech do płacenia Łukaszowi dożywotnio rocznej renty w wysokości 2.666 złotych, oraz jednorazowo zapłacił znaczniejszą gotówkę około 50.000 złotych. Osobnym punktem brat Mnisz­cha, Jan Karol podkomorzy wielki litewski, który sprzedał w 1751 r. Łukaszowi wieś Kuśnierówkę z obciążeniem 20.000 złotych zobowiązał się do spłacenie tej sumy wierzycielom, co uskutecznił w roku następnym.

Pozostała jeszcze do załatwienia sprawa wzajemnych pretensji z księciem Antonim Jabłonowskim synem wojewody rawskiego. Tu działał jako medjator stryj Antoniego książe Aleksander, kilkakrotnie już wspomniany, dawny wódz, a obecnie szczery i serdeczny przyjaciel Łukasza. Przyjaźni tej nie zachwiał nawet krwawy spór z jego bratem. Tu Łukasz otrzymał w dożywocie za staraniem Mniszchów i Jabłonowskich starostwo Nazawizów pod Nadwórną w Ziemi Halickiej, aktem datowanym z dnia 5 stycznia 1761 r. - a ponadto intratną dzier­ża­wę klucza leżącego pod Stryjem, a złożonego z wsi Strzał­ków, Wierczany i Tararsko oraz licznych folwarczków, będących własnością księcia Aleksandra.

Dopiero na tej podstawie przyszło do kompromisu zawartego dnia 20 stycznia 1761 r. na zamku Buskim. Obie strony zrzekły się wszelkich wzajemnych pretensji a Łukasz zdjął

 

Spis rzeczy

120.

kondemnatę z ojca księcia Antoniego, oczyszczając jego pamięć. Osobno umówiono się o zwrot dział; Łukasz zastrzegł sobie jednak, że Jabłonowski przyśle po nie własne zaprzęgi; odbiór dział z Szymkowiec nastąpił dopiero w lecie 1762 r.

Tak więc w rezultacie Łukasz wyszedł z całej sprawy pokrzywdzony. Za 35.000 ha wspaniałej ziemi i lasów dostał na własność kupione częściowo tylko za pieniądze uzyskane w kompromisie od Mniszchów dobra Hnilnickie, 3.500 ha, a więc równo 10 razy mniej i oczyszczenie Kuśnierówki z długów; pozatem same rzeczy czasowe, jak dożywocie na Nazawizowie, leżącym w górskiej okolicy Karpat zamiast urodzajnej Ukrainy, rentę dożywotnią 2.666 złotych i dzierżawę klucza Strzałków-Wierczany-Tatarsko. To wszystko nie wyrównywało straty Nastaszki, ani kosztów i trudów poniesionych. To też nic dziwnego, że Łukasz czuł się po­krzyw­dzo­nym.


Echa sprawy nastaskiej długo się jeszcze odzywać będą.

Przedewszystkiem w 1765 r. Mniszech wstrzymał wypłatę renty. Łukasz zaczął przemyśliwać o nowym procesie, wyszły nawet w 1766 r. pierwsze pozwy, mianował plenipotentem szwagra swego starostę podwysockiego Antoniego Onufrego Zbielskiego, i poruczył sprawę pa­tro­no­wi (adwokatowi) Dłosierowiczowi. Załagodzono sprawę przez wyrobienie Łukaszowi rentownego starostwa radenickiego w miejsce lichego Nazawizowa, wzamian za co Łukasz zrzekł się renty. Z czasem starostwo to przeszło na syna Łukasza na Józefa.

W r. 1787 syn Łukasza Józef zamyślał o procesie o Nastaszkę, lecz poza sferą projektów nie wyszedł.

 

Spis rzeczy

121.

Wreszcie około 1817 r. wdowa po Józefie Zofia z Gryzów-Morawskich, korzystając z protekcji jakie miał w Petersburgu brat cioteczny jej męża hr. Józef Poniatowski (syn Anny z Małachowskich a wnuk Łukasza po kądzieli) usiłowała wznowić tę sprawę. Po­ro­zu­mia­no się z rodziną kniaziów Kurcewiczów, którzy jeździli nawet do Białej Cerkwi do Branickich wówczas już właścicieli Białej Cerkwi i Nastaszki, by się z nimi porozumieć, zamyślano nawet o podaniu do najwyższej instancji, do cara. Sprawa ta jednak poza początkowe stadja nie ruszyła. Miała natomiast ten skutek, że przy zasięganiu porady prawnej, nawiązano stosunki z rodziną znanego prawnika, i sławnego adwokata lwowskiego Eliasza Mochnackiego, wskutek czego wnukowie Łukasza a synowie Józefa, Soter i Augustyn Małachowscy poznali swe przyszłe żony, Leopoldynę i Marję Annę Mochnackie.

Echa więc odzywały się przez 60 lat. Sprawa sama pozostała w żywej tradydcji rodziny, a że jest ona równocześnie niezwykle ciekawym dokumentem z przeszłości kraju, więc też rozpisałem się o niej szerzej.

capEnd